O piatku, sklepach i prezentach

Piatek.
Jeszcze …

Piatek.
Jeszcze jutro rano pobiegne do Kupy  Coopa, sprzatne…i mam urlop.
W poniedzialek lece do Polski. Na tydzien. To bedzie aktywny tydzien, tak sadze. Jak to w Polsce. Spokania z dawno niewidzianymi kolezankami -czyli to co mnie cieszy.
Kilka dni z mamusia i zmaganie sie z przyziemna rzeczywistoscia. To juz nie jest taka przyjemna perspektywa, ale mus jest, wiec trzeba.

Tymczasem dzis, teraz jeszcze, w pracy. Pokonczylam to, co mialam pozaczynane. Trojka mi gra piatkowo. Popatruje przez okno, na znow niebieskie niebo i widze jak brzozowy zagajnik oddala sie od mych okien. To nie zludzenie. Zagajnik pada po pilami dwoch robotnikow bo wlasnie zaczela sie budowa boiska ze sztuczna murawa. Koniec prac przewidziany na czerwiec 2014. Czy jeszcze tu bede? pytam sama siebie i wszechswiata. Byloby dobrze. Bo jakos mi tu coraz bardziej domowe i swojsko. 

Na szczescie tylko czesc zagajnika idzie pod pily. Spory kawalek jeszcze zostanie, bedzie boisko chronil przed wiatrami z rowniny, bedzie dostarczal tlenu dla miasta, ndala beda sie tu gniezdzily ptaki i zwierzeta. Bo okolica jest spokojna i dosc cicha. 

Kiepski moment sobie wybrali na rozpoczecie. Chcialam te poczatki dokumentowac jak najdokladniej, bo teraz bedzie sie zmienialo najwiecej, a to sie zbieglo z moim wyjazdem. I z pierwszym od dawna deszczowym dniem, heh. Gdym sie wczoraj obudzila i zobaczyla deszcz od razu pomyslalam, ze to powinien byc dzien wejscia pilarzy. Chwile przed moim wyruszeniem w droge do pracy zadzwonil Pelle i poprosil zebym wziela aparat bo sie zaczelo.

Gdy przybylam wygladalo to tak:
 

Czy ja sie chwalilam, ze nadal jezdze skuterem?
Bo jest dosc cieplo, zakladam zimowe, narciarskie spodnie i kurtke, cienka czapke pod kask i jezdze. Tylko wczoraj zmarzlam w dlonie. Mam rekawczki motocyklowe: z wierzchu grubsze od spodu ciensze. Jak dotad wystarczaly. Sprawdzam czy da sie kierowac w dwoch parach rekawiczek – jedne cienkie, welniane i na to wieksze ( rabniete mezowi) motocyklowe.  Bo do Pilkarzy to ja mam jak dotrzec i bez skutera: mam autobus spod domu, moge rowerem, moge nawet i pieszo – bylby to taki polgodzinny, moze czterdziestominutowy spacer. Ale rano, o 5, do Coopa naprawde nie czuje sie na silach ani spacerowac, ani pedalowac, wiec staram sie unikac tego tak dlugo jak sie da. A to prawie ta sama odleglosc.

No to jezdze.
Na liczniki mam prawie 1030km. Zrobionych tylko w tym sezonie, od czerwca, wlasciwie wylacznie do i z prac. Imponujaca ilosc kilometrow.
Ale juz po powrocie chyba bede musia sie pozegnac z Komarkiem. Obawiam sie, ze moze byc za zimno i wraz z 1 listopada grozba opadow snieznych staje sie coraz bardziej realna z kazdym dniem.
Czy uwierzycie ze niektore sklepy juz wystawily ozdoby swiateczne ?! Siedza na polkach obok dekoracji Halloweenowych. Ja bym proponowala isc na calosc i postawic obok kurczaczki i zajaczki, a co sie bedziemy szczypac, prawda? Przy czym System Bolaget zrobil mi brzydka niespodzianke i nie ma jeszcze w ofercie glögga. I co ja teraz zawioze kolezance? Mrozone köttbullary? Nie sadze by byl to dobry pomysl…

Jutro mnie czeka wiec wedrowka po sklepach w poszukiwaniu jakiego drobiazgu. Sila rzeczy nie bedzie to nic typowo szwedzkiego. No chyba, ze znajde ladny kubeczek z motywem szwedzkim.
Gdzie widzialam taki napis, ze w tej chwili wlasciwie kazdy sobie z kazdej wycieczki przywozi pamietke z Chin. I to niestety smutna prawda.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s