Dzień samolotów

Gratka to była …

Gratka to była niesłychana: nasze pobliskie lotnisko wojskowe otworzyło swoje bramy na oścież. Czy mówiłam, że ja i mąż jesteśmy kompletnie różni, całkiem niekompatybilni, że jeśli jedno z nas coś uznaje za brzydkie to od razu wiadomo, że nadaje się to na prezent dla drugiego ? No to w przypadku latadeł jesteśmy wyjątkowo zgodni: kochamy wszystko co lata po niebie, ale najbardziej kochamy szybkie wojskowe samoloty. 
Latem byliśmy na Aeroshow w Gotebergu, ale tam wszystko było z daleka, na niebie albo za płotem. A tu nas wpuścili i pozwolili myszkować niemal wszędzie, na dodatek nie broniąc fotografowania.
– Bo i po co? – wymądrzył się Marcepanek- pierwszy lepszy satelita szpiegowski zrobi zdjęcia o wiele lepsze…
Tyz prowda…
Mąż ciągnął do hangaru bo tam silniki na części porozbierane, ale co mnie silnik..!Tam stoi ta bestia Hercules. Wielki, jak napęczniały miodem bąk, często lata prawie tuż nad naszymi głowami, nisko bucząc. Transportowiec ??? taki mały?? myślałam. Ale na ziemi to on już nie taki mały.

  

Ale w środku zadziwiająco ciasno.

Prócz samolotów lubię w lotnictwie także lotników. Ech..elita wśród zawodowych żołnierzy na całym świecie. Muszą mieć więcej inteligencji niż przeciętny trep, bo ich zadaniem nie jest wrzaskliwe wydawanie rozkazów.
Chciałam sobie jednego zabrać do domu, ale stał jak manekin. Chyba mi się nie spodobałam… 
 

Dziwny jakiś, przecież fajna babka jestem! I zupełnie nie rozumiem tej pani, co stała obok i śmiała się jawnie i do rozpuku. 
A potem na niebie wciąż coś latało, kręciło beczki, spadało w dół i unosiło się do góry, wypuszczało dymne smugi i nie wiem co jeszcze. Nawet pstryknęłam kilka fotek, ale to tylko ja wiem, że to samolot i że on jest na niebie, i że robi jakąś ewolucję. Niebo nad lotniskiem stawało się  coraz bardziej rozsłonecznione a powietrzu unosił się zapach lotniczego paliwa. Szwedzi paradowali z żółtymi zatyczkami w uszach, ale ja przygłucha jestem, to raz. Dwa – no co wy, nie było tak głośno – twierdzi mój mąż, który ma nadwrażliwość słuszną albo słuchową, albo to i to, bo słyszy wszystko, często to, czego nie powinien. Trzy – no to być na lotnisku i nie posłuchać dźwięku silników ? To se mogę na filmie pooglądać…
No ale potem nagle z 11.30 zrobiła się 13.30. I trzeba było zostawić atrakcje, bo obowiązek wzywał.
Światło było piękne, bo niskie, granatowe chmury pięknie je filtrowało.  Szłam do samochodu, ale wciąż oglądałam się przez ramię, bo tam TAKIE atrakcje.
Vamipre szykujący się do startu:
 I ten sam, tylko już w locie

 

I szykujący się do startu jakiś zabytek z czasów II wojny światowej oraz pilot w stosownym kombinezonie.

 A no koniec, gdym na drodze czekała na męża, który poszedł po samochód dostałam premię.
Mój ukochany, powodujący głęboki wzdech tęsknoty i zazdrości. JAS (Jakt, Attack,Spaning- myśliwski, szturmowy, rozpoznawczy) GRIPEN (Gryf po polsku).
  Co za maszyna..! I nie amerykańska! 
Tu suną mi się złośliwości pod adresem polskiego rządu, który wybrał  F16 zamiast Gripenów.
I dlatego nie mogę się oprzeć…

 i zamieszczam zdjęcie symboliczne 😉 Brzoza i samolot.

I na koniec, w bonusie, wieża kontrolna, na którą nam niestety nie dali wejść.
 

Mąż opuszczający lotnisko skwitował:
– Już wiem! W następnym życiu zostanę pilotem wojskowym!

Bo trzeba mieć nadzieję zawsze, prawda ?

Ale to nie był koniec lotniskowego dnia… 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s