Prawie jak bohater filmowy

<span …

Wychodząc dziś od ślicznego Oli ( nie, to nie literówka, Ola to w Szwecji imię męskie) który mię znów był za rączkę trzymał, natknęłam się na Alego. Palec do budki kto pamięta Alego ? 

Nikt ?
Ali jest z Iraku. Niewysoki, z wąsikiem. W Iraku podobno był dziennikarzem. Jego rodzina – to wykładowcy szkół wyższych i lekarze – inteligencja znaczy. W tej chwili niemal całą rodzina rozsypana po Europie i Ameryce. Czy już ktoś go sobie przypomina ? Ali był ze mną i Gulsum w komunalnej szkole językowej. Patrzył we mnie jak w obraz bo mu mówiłam, że wykształconego, inteligentnego człowieka szkoda do pracy fizycznej. I namawiałam, żeby doskonalił szwedzki i broń boże się nie poddawał tylko uparcie dążył do pracy głową i nie rękami.
Od tego czasu minęło ze dwa lata…A może i trzy. I oto spotykam Alego pod budynkiem szkoły.
– Co słychać – pytam – uczysz się ?
Niepewny uśmiech
– Tak…
– Co studiujesz ?
– SFI (Svenska för invandrare – szwedzki dla imigrantów) – mówi.
Chyba mam wytrzeszcz, bo natychmiast się tłumaczy
– Wyjechałem ze Szwecji, teraz wróciłem i …
Kiwam głową ze zrozumieniem. Szkoda Ali, myślę sobie, ale nic nie mówię.
– A ty ? Uczysz się ? – no tak, widzimy się pod szkołą, więc naturalna jest tak myśl.
– Nie, pracuję. – staram się, z całej siły się staram żeby nie brzmiało to chełpliwie.
– O! – Ali jest zaskoczony a w jego oczach znów ten sam wyraz co kiedyś. Ja to odczytuję jak podziw, ale kto go tam wie. Arabska kultura jest tak różna od europejskiej. Ich myśli, prawdziwe uczucia są zawsze zachowane za jakimś uśmieszkiem, grzecznościową formułką, która nie wiadomo dlaczego brzmi mało przekonywająco. Może to uprzedzenia a może bariera językowo-kulturowa?
W następnej chwili zwyczajne pytanie o to gdzie pracuję, więc jak zawsze nie umiem skwitować jednym zdaniem.
– Sprzątanie…- mówi Ali z namysłem – Trzeba mieć jakieś wykształcenie? Nie? To chyba ja też mógłbym..?
Tłumaczę co i jak, proponuję, że jakbym się coś dowiedziała to dam znać, wymieniamy się telefonami.
Odjeżdżam rowerem a za plecami mam uczucie, że ktoś patrzy na bohatera.
Bohatera ? Miałam szczęście, trafiłam na dwoje ludzi, którzy chcieli i mogli pomóc. No tak moje nastawienie miało tu swoją rolę.
Polka, imienniczka, powiedziała, że Biurze Pracy podają mnie za przykład. Tak samo jak i w tym Folkuniversitet. Że czasem dobrze jest zejść niżej ze swoimi oczekiwaniami, przyjąć to, co nie do końca się chce a jednocześnie nie rezygnować z celu. Oraz, że wbrew obiegowej opinii Biuro Pracy jednak komuś pomogło znaleźć pracę. Jestem legendą!!!
Myślę tak trochę prześmiewczo. Ale i trochę refleksyjnie, że kurczę, jednak tak właśnie było ze mną. Bo to, że przyjęłam sprzątanie a jednocześnie latałam na ten Folkuniversitet nastawiło Rikarda pozytywnie do mnie…
Ze wszystkich nie anglojęzycznych znajomych ze szkoły jedynie Vicent i ja pracujemy i to w pobliżu zawodów wyuczonych we własnym kraju.
No to na to wygląda, że jestem legendą, chodzącym przykładem, że jednak czasem coś się komuś udaje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s