z piosenką Jaskra za uszami

Zrobiło się …

Zrobiło się jesiennie. 
W Polsce lato w pełni, upały, tematy urlopowe. Tu jutro albo za tydzień dzieci wracają do szkoły. Temperatury w granicach 20 stopni w dzień. Deszcze i coraz mocniej żółknące brzozy i lipy.
W Klubie treningowa rutyna. A na drodze, gdy wracam z pracy o 16 zwykły ruch.
Szczęście, że przez te urlopowe tygodnie przywykłam do jazdy Komarkiem i teraz już nie umieram ze strachu gdy w lusterku zobaczę, że ktoś mi siedzi na ogonie. Inna rzecz -wielki ciężarówki – wciąż budzą moją grozę. Ale budzą ją nawet gdy idę chodnikiem, więc to pewnie jakaś fobia.

Przy ostatniej wizycie z „nóżką bardziej” u lekarza postanowiłam pójść na całość i solidnie ponarzekać. Na bolący łokieć, na łaskotanie w uchu i częsty problem ze zrozumieniem tego co do mnie mówią, nie tylko w szwedzkim języku. Noga dostała kolejne 4 fotki. czekam co doktor zdecyduje dalej. W sprawie uszu doktor poszła informacja do poradni słuchu* i w stosownym czasie zapewne mnie wezwą. Z bolącym łokciem zostałam odesłana do sjukgymnastik czyli chyba fizjoterapeuty.  I tu się zaczyna inna bajka…

Ja sobie mogę być pięćdziesięcioletnia babka, mogę już woli bożej nie czuć, ale to nie znaczy, że nie widzę urody mężczyzn. A w Szwecji mężczyźni jak na mój gust są raczej przystojni, choć może są zbyt blond…Wolałam brunetów, szczególnie błękitnookich. Tu tacy to nieczęsty widok.
I siedzę sobie w poczekalni. Wychodzi do mnie szczupły, wysoki brunet, w okularach. Piękny jak marzenie. Rękę mi podaje- suchą, ciepłą o mocnym, ale nie za mocnym uścisku. W oczy mi patrzy, prowadzi do osobnego pokoju, drzwi zamyka i za rączkę bierze. I co ? I NIC! Normalnie to bym się choć zaczerwieniła, zwłaszcza jak w procesie oględzin położył sobie mą dłoń na kolanie. A tu nic! Nawet mu w oczy nie zajrzałam czy błękitne. Starość mnie dopadła, czy co ?
Obmacał mi rączkę i orzekł:
– To nie jest „łokieć tenisisty”
Konsternacja.
-aaale możesz mi na to pomóc?
– Tak, oczywiście- zapewnił mnie.
– To nie ważne jak to się nazywa

Potem Olle (Ulle się wymawia) wyciągnął urządzonko. Najpierw długo tłumaczył, że to może trochę boleć, może potem być trochę gorzej zanim będzie lepiej. Nie słuchałam za bardzo, bo po co ? Może to błąd był, bo może by mnie lepiej przygotowało na młotek walący precyzyjnie w to miejsce, w które gdy się uderzysz to prąd idzie po całym ramieniu. I nawet piękny chłopak trzymający mnie za rękę nie był w stanie tego znieczulić. W końcu dałam werbalny wyraz swej dezaprobacie do owych zabiegów (czytaj: wrzasnęłam „ałaaa!!!!” po trzech sekundach) i Olle z westchnieniem uznał, że trzeba w takim razie zmienić narzędzie tortur urządzenie.
Elektroda lekko łaskotała mi ramię, od urządzonka po łokciu szło przyjemne ciepełko…
-Nie przestawaj – wymruczałam nie wiedząc co czynię.
Ciepełko, ciepło, coraz cieplej, goręcej…Jak z tą małpą w kąpieli „ale ciepła coś aż nadto, ba! gorąco!”

Ponieważ skarżyłam się nie tylko na łokieć ale i na nadgarstek to trzymanie za rączkę nieco się przeciągało.
Oczywiście kłamię jak z nut, bo w czasie zabiegu Olle wcale mnie za rączkę nie trzymał. Nawet na kolanie sobie sobie nie położył, tylko na takim gąbkowym słupku obitym dermą. Nie zapytał mnie czy wolę słupek czy jego kolano w zielonych spodniach, niestety. Mogłabym przejąć inicjatywę i wyrazić własne zdanie, że jednak słupek. 

 Cóż Olle obiecywał, że może być gorzej i słowa dotrzymał. Jest gorzej. Z tego wniosek: nie należy pozwalać pięknym, młodszym od siebie chłopcom trzymać się za rękę bo potem ręka boli.

Naprawdę pachnie już chyba jesienią, nie tylko w sensie pory roku…Podśmiewam się z siebie, ale trochę mi smutno. Coś we mnie wygasło…
I chyba zimą przyjdzie się przeprosić z niebieskim tabletkami. Bo zmęczenie. Bo niechęć do wszystkiego tego co dotąd sprawiało radość. Bo kłopoty ze spaniem. Bo ucieczka w bezmyślność  jak strzelanie do kulek. Bo nieuzasadniona złość na najbliższych (może i uzasadniona, ale oni tacy jak zawsze, a złość jest nie od zawsze). Bo niechęć do spotkań z ludźmi.

Jesień idzie, nie ma na to rady.
 

 *staram się wszystkie instytucje nazywać polskimi odpowiednikami, czasem je sobie po prstu wymyślam,  bo naprawdę nie chciałabym, żeby za 25 lat mój język brzmiał jak sławetne „looknij przez window czy car stoi na streetcie”. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s