Gdy do przodu zegar dmie, ty ustaw się na NIE

Ja nie wiem kto to …

Ja nie wiem kto to robi, ale czas biegnie zdecydowania za szybko. Ktoś te wskazówki popycha, żeby leciały prędzej czy co ? 
Ledwie się tydzień zacznie, a już mam weekend. W piątek po południu myślę „ooo jutro się pobyczę” a potem przychodzi niedziela wieczór, ja jestem zmęczona i myślę smętnie, że znowu nie miałam czasu na..trwonienie go przy komputerze, że o książce nie wspomnę.
Nie pytajcie mnie co mi tak czas zajmuje, bo nie wiem.

Pierwsze i zdecydowanie najgorsze to to, że moja noga, po zbiciu przed trzema tygodniami wciąż funkcjonuje fatalnie. Boli! Kuśtykam wciąż. Staram się pilnować i nie chronić bolącej części, obciążać stopę równomiernie przy chodzeniu, inaczej po chwili bolą również te części, których dotąd nie czułam i na pewno nie zbiłam. Między innymi udo i pośladek. Od tego czasu jest ociupinkę lepiej, ale wciąż nie ma mowy o normalnym chodzeniu. 
Wróciłam na tydzień do sprzątania, jeździłam tylko maszyną. Akurat moja Regina zakończyła obiecującą karierę sprzątaczki na rzecz pracy w sklepie jubilerskim, zamiast Reginy dostałam Monikę (też Polka) która pracuje od niedawna i maszyną nie jeździ. Więc dobrze się złożyło, bo mogłam z czystym sumieniem siedzieć jak królowa na tronie. Ale kiedy się tak jedzie maszyną to czasem się widzi śmieć pod lodówką, którego maszyna nie wygarnie. Trzeba zsiąść z maszyny, podnieść, wsiąść. I tak kilka razy. Trzeba też Monice pomóc tu i tam mopem, bo maszyna nie wszędzie wjedzie. 
Pięć dni zaciskałam zęby i pracowałam aż puknęłam się w głowę bo dla idei to ja już raz pracowałam i niczego, poza stresem, się nie dorobiłam. Zwizytowany tego samego dnia doktor zaciekawił się ile mniej więcej zdjęć rentgenowskich zrobiono mojej nóżce. Usłyszawszy, że 4 albo 5 orzekł, że to w takim razie mało prawdopodobne aby ktoś przegapił złamanie. Hm…Ja na miejscu doktora na wszelki wypadek poprosiłabym kogoś znającego się na rzeczy na rzucenie okiem na owe zdjęcia raz jeszcze. Tak dla pewności.  
Doktor orzekł, że zbicia to potrzebują czasu nawet 6 -8 tygodni. I bez dyskusji zwolnił mnie z pracy sprzątaczki na najbliższe dwa tygodnie.
Po czym południu zadzwonił do mnie wyższy rangą szef i usiłował mnie nakłonić bym jednak na tę maszynę wróciła. Kiedy odmówiłam…powiedział okej, ale jak wrócisz będziemy musieli porozmawiać o waszej pracy, bo dziś byłem i nie jest dobrze. Wytłumaczyłam, że owszem nie może być dobrze, kiedy tak naprawdę robotę dwóch wykonuje jedna a po za tym, w skleie jest bałagan brak dobrej organizacji oraz woli współpracy.
W tym momencie mój szef zakończył rozmowę.
W tym momencie ja się zdenerwowałam ( eufemizm).
Dwie godziny później wysmarowałam maila w którym oskarżyłam go o mobbing, stawianie nierealnych żądań bez brania pod uwagę naszych sugestii dotyczących organizacji pracy w sklepie.
Maila wysłałam do obojga-do bezpośredniej szefowej również.

Piorunem dostałam odpowiedzi! Choć na poprzedniego maila z podobnymi uwagami, ale bez słowa MOBBING odpowiedzi nie dostałam do dziś.

Prawdę mówiąc nie wiem czy wrócę do tego sprzątania.

Mam tymczasem u siebie mamę. Usiłuję jej mimo wszystko pokazać co nieco najbliższym otoczeniu, ale i tak najbardziej podobają jej się dęby, których tu sporo. Choć kościół w Husaby uznała, za tyz pikny.

Mimo zapędzenia, nogi, pracy, mamy i nie wiem czego jeszcze staramy się dość regularnie widywać Zuzię. Wczoraj, ponieważ wiało, padało i było zimno pojechaliśmy na całe popołudnie do „Małpiego gaju”. Jak mnie muliło w samochodzie! Do małpiego gaju mamy wedle szwedzkich standardów blisko bo tylko 60 km. Byłby czas na małą drzemkę gdyby nie to, że Zuzia co pięć minut protestowała:
– Babi! Nie pać! – „Babi, nie śpij”. Ciężkie jest czasem życie z trzylatkiem.
Przed wyjazdem wydzwoniłam Zuzankowego kolegę z miasta nad drugim ogromnym jeziorem Vetter.  Kolegę, urokliwego blondynka z dołeczkami w policzkach i włosami w lokach poznaliśmy zimą właśnie w tym małpim gaju. Kolega ma na imię Sergiusz i był naturalnie w towarzystwie taty.
Tata usłyszawszy, że Zuzia to nie córka a wnuczka miał opory z mówieniem nam po imieniu!
Spotkaliśmy się tam jeszcze kilka razy. Zawsze tylko z Sergiuszem i jego tatą.  Wczoraj spotkaliśmy wreszcie mityczną mamę. Od razu polubiłam tę ładną babeczkę z biustem. Nie ma to jak wspólny wróg…Zmusiłam ją żeby mi mówiła po imieniu. Spojrzała na mnie i stwierdziła, że na babcię to ja zdecydowanie nie wyglądam. Wiem, że ludzi często biorą nas za rodziców Zuzi.
Zuzka i Sergiusz latali trzy bite godziny. Sergiusz jest bardzo żywy i dobrze wpływa na naszą troszkę wycofaną, spokojną Zuzię. W drodze powrotnej do domu już nawet nie miała siły trzymać swojego telewizorka w rączce tylko kazała go zawiesić. 

Tymczasem Zuzia zakończyła pierwszy etap edukacji. Poszła do starszej grupy. Ech. Nie będzie już mądrej Anny-Karin. A tak ją lubiłam.

Czas płynie..? Nie, leci jak szalony. Trzeba wstać, zjeść i ruszyć do moich piłkarzy. Gdzie mi dobrze jak na razie choć upłynęły już dwa i pół miesiące jak tam jestem. Okres ochronny dobiega końca, bo wiem z doświadczenia, że po trzech miesiącach zaczyna się normalne życie pracowe. Zobaczymy jak to będzie dalej.

Moped w reklamacji. Nie wiem kiedy wróci.
A tu łubiny kwitną!!! I rzepak! I kampaniule!
A rowerem to za daleko. 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s