ale jakby nie skakała?

Noga niestety …

Noga niestety boli. 
Do sprzątania się nie nadaje, nawet nie ma mowy. Utykam, po dłuższej chwili stania lub chodzenia ból robi się nie do zniesienia. Jednak wczoraj wróciłam do mojego Klubu.
Refleksja: jak to szczęście mieć swój kawałek życia, swój kawałek świata do którego się przynależy. Kolegów z pracy, którzy wyrażą mniej lub bardziej szczerze radość z twojego powrotu, dalszych współpracowników, którzy cię rozpoznają i mając jakąś sprawę zwracają się już bezpośrednio do ciebie, swój choćby najmniejszy pęczek kluczy i stojaczek w pieczątkami.
I uświadamiam sobie, że prócz zarabiana pieniędzy to jest właśnie to, czego mi trzeba, i to dlatego tak źle czułam się bez pracy, bez TAKIEJ pracy. Bo sprzątanie to tylko zarabianie pieniędzy.  Więc dobrze zrobiłam, że uparcie dążyłam do swojego, bo sytuacja, jak to napisała koleżanka: „mieszkam za granicą, strugam krowie ogony ale stać mnie na samochód” jest absolutnie nie dla mnie.

Z powodu bolącej nogi o jeździe skuterem muszę zapomnieć: w razie potrzeby nie podeprę się tą prawą nogą skutecznie, a odruch nie pozwoli mi użyć lewej. To raz.
Dwa. I tu los/ złośliwość rzeczy martwych/czy co tam jeszcze leży i kwiczy ze śmiechu radośnie machając kopytami w górze. 
Mąż pojechał skuterem do pracy. I gdy go po pracy ruszył, odkrył plamę oleju. Badanie wykazało dziurę w bloku silnika (cokolwiek to jest ten blok silnika i czym się różni od samego silnika).
Napisałam maila do sprzedawcy wczoraj po południu i czekam pełna złych przeczuć. Nim kupiłam szukałam informacji na temat Viarelli w Szwecji. Znalazłam, że to włoska firma kupiona przez Szwedów.  A tymczasem wraz ze skuterem przyszedł jakiś idiotycznie skserowany certyfikat podpisany zygzaczkiem z imieniem w stylu „czing cziang zong”… Natomiast nie przyszła faktura tylko dowody dostawy. Firma zapytana o fakturę orzekła, że wystawi ją ich bank. To jest logiczne, bo tu Banki świadczą takie usługi. Jednak bank na mojego maila nie odpowiada…
Zrozumiałe się jest więc, że się nieco stresuję.

Yanki finiszuje ze szkołą. Dwa lata później niż jego rówieśnicy, kończy edukację na poziomie średnim. Przed nim najcięższe dni. Jeśli ktoś myśli, że z powodu końcowych egzaminów to się grubo myli. Zaliczył już chyba wszystko co było do zaliczenia. Szwedzki system oceniania to cztery noty:
MVG – najwyższa”bardzo, bardzo dobrze” powiedzmy 4
VG  – „bardzo dobrze”powiedzmy 3
G- „zaliczone” powiedzmy 2
IG – „nie zaliczone” 1

Angielskiego Janki miał kilka kursów z połowy ma 4, z drugiej połowy 3. Szwedzki na 2. Jak znam życie reszta też jest na 2.  Złożył aplikacje do kilku szkół wyższych, wszędzie na anglistykę. Wiem, że najbardziej chciałby do Brighton w Anglii gdzie jest filia Uniwersytetu w Goeteborgu. Do Goeteborga też złożył, to jego drugie miejsce. I jeszcze do dwóch w innych miastach.
Od jutra dzieci kończące liceum zaczyna celebrację tego faktu.
Najpierw objazd autobusem po wszystkich wsiach okolicy po domach kolegów. Startują jutro wczesnym popołudniem, kończą w niedzielny ranek w charakterze zwłok.
A potem napięcie już tylko rośnie aż do 15 czerwca, kiedy to wybiegają wszyscy ze szkoły i wyrzucają w górę białe czapki. Chłopcy obowiązkowo w garniturach, dziewczyny w białych sukienkach. Rodzina karnie czeka na placu z tablicą z powiększonym zdjęciem z dzieciństwa, podpisanym imieniem. Yanki zagroził linczem więc my zdjęcia nie mamy. Schodzi się cała rodzina i wszyscy znajomi królika i każdy ma prezenty, które wiesza absolwentowi na szyi na dwubarwnej żółto-niebieskiej wstążce. Prezenty są drobne, ale ma ich być dużo i fajnie jakby były uciążliwe. Np. nadmuchane kółko do pływania. 
Potem młodzież swoimi klasami wsiada na wynajętą przyczepę ciągnietą przez traktor udekorowaną balonikami, brzozą i ciekawymi napisami (w zeszłym roku na jakiejś typowo męskiej przyczepie przeczytałam: Nie śmiej się, twoja córka leży na podłodze”.)Dzieci zapuszczają muzykę, tańczą i piją naturalnie.  Aż do dnia następnego.
A rodzina oddala się do domu w którym główne wejście udekorowane jest takim samym zdjęciem, gałęziami brzozy, balonikami i wstążkami żółto-niebieskimi i się goszczą.

Dzięki bogu za sprawą indywidualisty Yankiego, mnie częśc tych atrakcji ominie. Ani w teraz ani za dwa tygodnie najazd hunów mi nie grozi. Fajnie, choć jednocześnie trochę szkoda.

Pomiędzy jednym piciem a drugim młodzi jeszcze urządzają paradę przez miasto. Kto chce się przebiera, a stroje są dowolne, ale wśórd chłopców najpopularniejszy jak dotąd jest strój Gorata.

Sami rozumiecie, że dla introwertycznego Yankiego (oraz jego aspołecznej matki) dni nadchodzące mogą być męczące. Zwłaszcza, że matka z racji podobnych zapatrywań musi bronić stanowiska dziecka przed zakusami ojca i siostry, którzy uparcie nie chcą zrozumieć, że każdy ma prawo celebrować swoje święto na swój sposób.

Tymczasem przyjechała moja mama.
Do kuchni staram się nie wchodzić.
Odkurzacz chyba jej schowam.
I zastanawiam się czy umiem zepsuć żelazko. Poprasowała Yankiemu T-shirty! 

I co to będzie z tym moim skuterem?
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s