Szewski poniedziałek

W poniedziałek miałam…

W poniedziałek miałam wątpliwą przyjemność pracować pod okiem Kristiny – mojej bezpośredniej zwierzchniczki w sprzątaniu.
No naprawdę! Gorzej niż wojna.
Regina miała wolne, szefowa przywiozła mi pomocnika.
Pomocnik miał być „duktig” czyli bardzo dobry w prowadzeniu maszyny. 
Lecz nim na nią siadł posłałam go w miejsce,od którego zawsze zaczynamy: najbliżej wejścia i najwcześniej tam zaczynają wywozić towar. 
Kolega miał już wózek gotowy, więc poleciał nim spostrzegłam. Ja miałam wziąć maszynę i dojechać. 
– Tylko wyniosę śmieci – wskazałam Kristinie ogromne, pełne śmieci, worki.
– To na koniec – pouczyła mnie. Popatrzyłam na nią jak na wariatkę. Bo na koniec jest druga taka porcja.
Weszłam, żeby odwiesić kurtkę i okazało się, że kolega nie zabrał drugiego kija, worka na brudne mopy ani czystych mopów na zapas.  Szefowa, Kristina szła w tamtym kierunku więc wręczyłam jej brakujące fanty, bo jadąc maszyną nie da rady niczego trzymać. Odmówiła zabrania mopów, bo Fabian już ma… Trochę się zdziwiłam, bo cały kosz mopów wypranych stał przy pralce, ale wcześniej coś powiedziała o nowych, więc uznałam, że dała mu te nowe.
Wyniosłam śmieci, siadłam na maszynę. Ujechałam kawałek. Zatrzymała mnie.
-Za szybko jedziesz
-Ja ??? Powinnaś zobaczyć Reginę…- zapomniałam, że ona nie reaguje na żarty. 
-Za szybko. Dyski nie zdążą dobrze zetrzeć
– Wolniej nie zdążę zrobić wszystkiego – uświadomiłam ją
– To nie prawda – odpowiedziała odwróciła się do pucowanej lodówki dając mi do zrozumienia, że to koniec dyskusji. 
Kolega z mopem ruszał się jak mucha w smole. A brudno było tak jakby ktoś sobie urządzał bitwę na jedzenie ze szczególnym uwzględnieniem pomidorów i winogron. Przy okazji okazało się, że kolega mopów miał za mało, nie wziął worków na śmieci na zapas, ani ściereczek do wycierania umywalek. W efekcie straciłam kilka minut na bieganie w poprzek sklepu, żeby przynieść to, co potrzebne. 
Taki był początek dnia. Posadziłam kolegę na maszynę uprzedziwszy, że jest bardzo ciasno, żeby uważał. Powiedział, że wie i …dwie minuty potem zbierał rozbity słoik z czymś oleistym.
Pot mi ciekł po tyłku. Zamknęłam oczy, żeby nie widzieć wszystkich miejsc ogarniętych klęską, skupiłam się tylko na tych najbardziej newralgicznych – kasy, kawiarenka, sklepik, ale i tak ze sklepu zeszłam o 7.10. A jeszcze całe zaplecze: dwie szatnie, toaleta, stołówka.
Kolega wolniutko jechał między rzędami półek. Na zwierzętach się zakleszczył, musiał wycofać, więc naturalnie rozlał brudną wodę i zostawiwszy kałużę pojechał dalej. Wodę w maszynie miał ustawioną chyba na jakiś niebotyczny poziom bo na każdym zakręcie zostawiał okręg z wody – co się dzieje szczególnie wtedy, gdy zakręca się wolno.
Nim odkurzyłam, kolega skończył. Porzucił maszynę między półkami i poszedł na zaplecze.
Poszłam do stołówki. Przybiegła do mnie Kristina i zaczęła pouczać, że tu trzeba lepiej, mocniej,bardziej…Gdy skończyłam stołówkę była  7.25.
Kolega przepadł. Kristina przepadła.
Wstawiłam wózek, założyłam kurtkę i nie troszcząc się o resztę po prostu wyszłam.
Czekałam, że może zadzwoni z pytaniem czemu poszłam, skoro nie wszystko zrobione. 
Nie zadzwoniła.
I dobrze.
Nie lubię jej. Nie znoszę.
Kiedy przyjeżdża – na szczęście rzadko- zawsze dezorganizuje nam pracę.  Tak własnie organizuje: tego nie bierz, nie trzeba, tamto lepsze,  to zrobiłaś źle, a tam w ogóle niedobrze., maszyną jedź wolnej, jedź bliżej, jedź dalej, jedź szybciej…Nalatasz się jak osioł bo okazuje się, że ona tego zapomniała, a tamto inne jednak nie jest tym czego ci trzeba, to co robisz w pół godziny zajmuje ci wtedy dwa razy tyle czasu. I nigdy, przenigdy nie usłyszysz, że robisz dobrze. Noooo, chyba, że ktoś potrzebuje wolnego i trzeba znaleźć zastępstwo. Wtedy  jesteś pracownikiem miesiąca, z cudowną enegią i fantastyczną pracę wykonujesz.

Kiedy zmagając się wiatrem jechałam rowerem do domu z ulgą pomyślałam, że za kilka godzin pojadę do mojego Klubu, do „moich” chłopaków. Chłopaków, którzy nie mogą wyjść z podziwu, że tyle umiem zrobić na komputerze i w dodatku tak szybko. Że potrafię zrozumieć i zrobić takie trudne, administracyjne sprawy, w dodatku w innym niż ojczysty języku.
Czy zeszwedziałam już zupełnie, że krytyki oczekuję  konstruktywnej i na równi z pochwałami ?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s