Ładne kwiatki

<img style="float: …

Takie kwiatki dziś znalazłam Stenbrottet. 
Stenbrottet to miejsce po wydobyciu kamienia w obszarze naszego najwyższego (i jedynego w okolicy) wzniesienia jakim jest Kinnekule, wygasły przed tysiącami lat wulkan. Miejsce jest niezwykłe, bo tam gdzie wyrąbano kamień pozostały pionowo-urwiste ściany poczerwieniałe od erozji. A w samym centrum wyrobiska zebrała się woda i powstało rozlewisko. Od wschodu rozlewisko jest płytkie, z piaszczystym dnem, od zachodu głębokie i niezbadane. Nie da się tego opowiedzieć i chyba będę musiała wrzucić kilka fotek na fotobloga.

Nie da się ukryć mamy wiosnę. Choć Vener a raczej nasza jego zatoka jeszcze skute lodem, tak samo jak staw na Stenbrottet. W lesie jeszcze sporo śniegu, ale na łąkach i w mieście już go prawie nie ma. Gałęzie zaczynają się zielenić, choć to co na nich jest to jeszcze nawet nie pączki liści. Choć na Hornborgasjön wczoraj zanotowano tylko około 2 tys żurawi. Piszę tylko, bo rok temu było ich 15 tysięcy. Niemniej tydzień temu było ich tylko 50sztuk więc ewidentnie widać, że wiosna już na dobre zajęła Skandynawię.

Tydzień minął mi jak z bicza trzasł. Wczoraj przespałam prawie cały dzień. Nie wiedziałam, że byłam aż tak zmęczona.
Do biura jeżdżę o 11 więc po powrocie ze sprzątania mam czas na godzinną drzemkę, śniadanie i prysznic. Niekoniecznie w tej kolejności. Mimo wszystko jednak byłam zmęczona, choć to pewnie bardziej zmęczenie stresem niż faktyczną pracą.
Praca sama w sobie nic trudnego, w Polsce robiłam podobne rzeczy tuż po skończeniu szkoły, kiedy kompletnie nie wiedziałam co i jak i bałam się nawet odebrać telefon. No to w zasadzie teraz jest bardzo podobnie. Też nie za dobrze wiem jak funkcjonuje system i znów boję się telefonu :). Jednak rozmowa osobista w obcym języku a rozmowa w tymże przez telefon to nie jest to samo. No ale jak mus, to mus. Dzwoni to odbieram i staram się traktować z humorem mój twardy słowiański akcent, potyczki gramatyczne i trudności ze zrozumieniem miejscowego dialektu.
We czwartek Annette, ta która mnie wprowadza w pracę, zleciła mi wykonanie prostej listy, całkiem samodzielnie. Cieszyłam się jak dziecko!
Prócz Annete znam jeszcze Pellego i Joniego – obaj pracują na kawałki etatów i zajmują się szeroko pojętą obsługą obiektu w skład którego wchodzi kilka boisk do piłki nożnej, szatnie i magazynki. Któregoś dnia poznałam też Jona-Olofa emerytowanego trenera. Uroczy starszy pan przytrzymał moją dłoń i zapytał czy mieszkam w naszym mieście i czy dobrze mi tu. Otrzymawszy odpowiedź twierdzącą rozsiadł się wygodnie, wyraził radość z mojej obecności w klubie i wziął mnie w krzyżowy ogień pytań. Czy mam dzieci, dlaczego tu jestem, czym zajmuje się mój mąż i czy mówi po szwedzku równie dobrze jak ja…
Niby standard, ale jakoś tak czułam, że jest w tym wiele życzliwości i autentycznego zaciekawienia.
Staram się nie dawać ponosić za bardzo entuzjazmowi, bo wiadomo: na początku zawsze wszyscy są mili ale czas to potem weryfikuje, a ja jako pesymistka zawsze wolę się przygotować na to gorsze a potem miło się rozczarować.
Niemniej fakt, że pracuję, że wykonuję zadania takie, do jakich przywykłam oraz to że nareszcie zarabiam godziwe pieniądze napawa mnie entuzjazmem i radością życia. Bo można mieć bogatego męża i nawet niechby był to najlepszy mąż na świecie, to kobieta powinna mieć własne dochody.   
A zatem wiosna i pozytywne zmiany wokół. Czego i Wam życzę. 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s