W zaułkach pamięci i rozumu

<span …

 Od dwóch dni na okrągło słucham dwóch kawałków z lat siedemdziesiątych.

Bijelo Dugme „Selma” i „Hop-cup”. 
Selma to przejmująco zaśpiewana ballada, z całym bogactwem brzmienia lat siedemdziesiątych o miłości skrytej za zwykłymi słowami.
Hop-cup to energetyczny kawałek, którego gitarowy riff wzbudził uznanie u młodego pokolenia czyli mojego syna. 

Tak to jakoś jest, że moim najbliższym i najbardziej dostępnym otoczeniu syn jest jedyny, który podziela (w większości, bo do Pink Floyd miłości nie podziela) moje muzyczne fascynacje.  Mąż z wiekiem coraz bardziej steruje w kierunku muzyki dance. Tak, to jest ironia losu: jak się trafi jeden na 100 egzemplarzy lubiący tańczyć, to za żonę ma osobniczkę tańczącą z gracją szafy i o wyczuciu rytmu głuchego. 
O córce się nie wypowiadam, bo to, czego słucha ona obraża mój wybredny gust muzyczny. I tak dziecko potrafi mi zadać w jakiś weekendowy dzień pytanie:
– A oglądałaś Melodifestivalen?
Na co moja nieodmienna odpowiedź brzmi:
-Szkoda mi czasu na takie głupoty. 
No bo szkoda.
Ale coraz częściej zdarza się tak, że piątkowy wieczór, który przeznaczony jest z założenia na muzykę z listy przebojów trójki, odpalam youtube, bo mi po głowie chodzi piosenka sprzed lat stu…Szukam, aż znajdę, słucham, zachwycam się, a czasem rozczarowuję, jeśli artsta jest mi znany tylko z tej jednej piosenki szukam czegoś więcej, i tak krok za kroczkiem…
Ostatnio przypomniała mi się „Maria-Magdalena”, ale nie, nie ta, którą śpiewała niejaka Sandra. Wcześniejsza, taka do której tańczyłam na wieczorku klasy VII z Andrzejem, w którym się podkochiwałam. Podkochiwałam się w nim niezależnie od stałej fascynacji niejakim Adasiem Z, który jako jedyny z fizyki miał czwórkę, a zadania matematyczne rozwiązywał pomiędzy wygłupami i żarcikami. Adaś siedział i kumplował się z Kwiatkiem, drugoroczniakiem palącym pappierosy, kochającym się w mojej przyjaciółce Violetcie. Ma matmie Kwiatek siedział za mną, Adaś za Wieśką, z którą ławkę dzieliłam ja. Kwiatek, Wieśka i ja wygłupialiśmy się, zamiast robić to co należy, Adaś w tym brał udział, jednocześnie rozwiązując te zadania. Kwiatek bezczelnie od niego zżynał a my od Kwiatka. I nigdy nie wiedziałyśmy, dlaczego nauczycielka nam skreśla zadania! Po latach okazało się, że Kwiatek nie zawracał sobie głowy takimi drobiazgami jak znaki…
Z tamtego okresu pochodzi też wspomnienie o „Kristinie” w wykonaniu niejakiego Zdravko Colic. Maria Magdalena w wykonaniu Julie Pietri ( na początku nie wiedziałam nawet jak się artystka nazywała i byłam przekonana, że to śpiewał facet) mnie rozczarowała. I wtedy zasłonka w mózgu podsunęła kawałek refrenu „Kristina, Kristina”, i imię Zdravko. Dalej było łatwo. I tak szukając co ten Zdravko jeszcze zaśpiewał trafiłam na Bijelo Dugme. No dobra, Bregovic tam grał, tyle pamiętałam. Trafiłam wersję Elderlezi, potem przypomniały mi się słowa Hop-cup, podśpiewywane razem z radiem przez Baśkę. Z tym radiem, które ojciec kupił zamiast spodni na moją komunię i matka powiedziała, że mu tym radiem stare portki załata. A ojciec potem, jak to radio matka wyniosła do kuchni żeby jej grało przy zmywaniu czy prasowaniu, bo taki tranzystorek był,
pytał 
– Gdzie moje SPODNIE??!  
Radio przeżyło około dziesięciu lat a może i więcej. Po śmierci ojca jeździło z nami na wakacje na Mazury, grało nam jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych i na nim chyba łapałyśmy pierwsze listy przebojów trójki, póki któraś z koleżanek, chyba wyjeżdżająca na stałe na RFNu nie podarowała nam nieco lepszego egzemplarza. Wtedy już byłyśmy bogate bo miałyśmy magnetofon Grundig na kasety i mogłyśmy sobie te listy nagrywać. Tak sobie pierwszy raz spiratowałam płytę Pink Floyd, którą litościwy Piotruś Kaczkowski zagrał w całości…To był chyba album Wish you were here – do dziś moja najukochańsza płyta Floydów, z cudownym Szalonym Diamentem.
I tak sobie słuchałam tego Hop-cup wspominając. Gdy zaciekawiła mnie Selma. No i wsiąkłam.
Pomyślałam z życzliwością o moich znajomych z dawnej Jugosławi. Djulejman ma fioła na tle muzyki jak ja, za młodości był chyba na koncertach wszystkich ówczesnych gwiazd, tych z Zachodu także.
I tak od Selmy przeszłam do historii Jugosławii, i choć wiem jaka była geneza rozpadu i wojny to nadal nie rozumiem jak można strzelać do sąsiada, z którym się całe życie mieszkało „przez płot”. Obejrzane wczoraj „Pokłosie” było naturalną kontynuacją tych rozmyślań. 
Nigdy chyba nie pojmę siły nienawiści jaka potrafi tkwić w ludziach.
Mocny, prawdziwy obraz. Antypolski mówią niektórzy. Nie. Polski. Prawdziwie polski. Do bólu szczery. Jak widać można opowiedzieć prawdę i nie epatować obrazami przemocy, zupełnie inaczej niż w „Róży”.
I tak od historii miłosnych przeszłam do historii.
Zaiste: meandry mojego rozumu zadziwiają mnie samą.
 
Macham wam rączką nucąc razem z Bijelo Dugme: Selama, Selma, zdravo Selma!
Poświęćcie jedną palmę za mnie, dobrze ? 

 
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s