Jak nie urok to ucho

 

<p …

 

A tak się cieszyłam, że całą zimę bez zarazy. Jak byłam dumna z siebie, jak zachwalałam witaminę D3, jak się mądrzyłam…Wystarczył jeden spacer bez czapeczki w zdradliwym słońcu końcówki lutego. Jeden spacer…nie, nawet nie spacer. Króciutka przechadzka i „mamy cię!”
Katar. Katar. Katar. Big katar. Gigant katar. Tydzień. Drugi. Zaczyna się trzeci. No ale to katar, tylko katar. Dobra – jak zawsze po przeziębieniu pada mi na zatoki, znamy to, znamy, kto by się tam tym przejmował.
Wczoraj wieczorem, po powrocie z „małpiego gaju” gdzie byliśmy z Zoozlem, przy jedzeniu kolacji coś boleśnie zakłuło w uchu. Rano kłuło jeszcze bardziej. I rozleglej. Nie, nie, nie. Nie mogę się teraz rozchorować, nie w ten weekend, nie w tym tygodniu, nie w TEN PONIEDZIAŁEK!
Pobiegłam do doktora, nastawiona raczej na uspokajający komunikat, że  nic specjalnego mi nie trzeba. Trzeba. Antybiotyk. O żesz ty w mordę! Wiedziałam, wiedziałam, że to, że katar jest jednostronny to nie jest żaden prezent od losu, trzeba było zawalczyć o dwustronny, ale dobrze było móc swobodnie oddychać choćby połową nosa.
Dylemat : wolę, żeby mnie bolał żołądek czy ucho ? Jednak nierozwiązywalny na razie.
Wolimy być bogaci i zdrowi niż biedni i chorzy.

Wnioski.
W czapce chyba zacznę chodzić przez cały rok. Jak nie zatoki, to ucho. Jak nie urok to sraczka albo przemarsz wojsk. Biednemu zawsze wiatr w oczy. To znaczy w ucho.

[Marzy mi się mały skuterek, taki klasy II, osiągający prędkość do 25km/h.
Szybsze niż rower, i za miasto wywiezie szybciej w razie czego. I prawa jazdy nie trzeba.
Kupię sobie.]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s