Bo na imię mam Kubek a nazwisko Kawowy



<p …



– Nie, Gulsi, to nie jest kubek do kawy – powiedziałam, gdyśmy się wreszcie spotkały na poranne pogaduchy. Ja po pracy, ona po odwiezieniu małej Bi do przedszkola. Gulsum właśnie oglądała  zachód słońca nad Finlandią. Nie, nie na żywo,  na kubku, który mi mąż kupił na pocieszenie na promie z Helsinek, bo odkryłam, że kubek kupiony w Helsinkach jest pęknięty.
– Dlaczego nie do kawy ?  Taki ładny kubek, piłabyś w nim rano kawę i patrzyła na słońce…
– Ale to kubek do herbaty – wyjaśniłam
– Nie rozumiem. Kubek to kubek – zdziwiła się moja przyjaciółka. Ja też się zdziwiłam, że ona nie wie takich oczywistych oczywistości.
– Gulsi…są kubki do herbaty i  są kubki do kawy – wyjaśniłam cierpliwie. Widząc, że nadal nie rozumie wyjęłam ze zlewu biały kubek z czarnymi napisami.
– Tu jest napisane „kawa” na sto różnych sposobów, tak ? No więc to jest kubek do kawy.
Wyjęłam z szafki kubek z reniferem, ten z Norwegii.
– A to jest kubek do herbaty.
– Dlaczego, Kaszia ?
– Nie wiem, ale kawa w nim nie smakuje. O, zobacz – ten też jest do herbaty. Ale ten jest na zimę – pokazałam jej pękaty, zwężający się ku górze, kubek w róże ze złoceniami. – Na zimę, bo jest wąski i herbata tak szybko w nim nie stygnie.
A ten jest na lato – do zimnej herbaty z cytryną – wskazałam na szeroki, przysadzisty kubas w tulipany.
Gulsi patrzyła na mnie oszołomiona.
– Masz kubek inny do herbaty, inny do kawy i jeszcze inny na lato i inny na zimę ?!
– Noooo…mam jeszcze kubek do kawy na niedzielę…Albo na wolne dni. – Wyjęłam z szafki kubek z elegancko wywiniętym brzegiem, zdobiony zielonymi liśćmi, z cieniutkiej, kremowej porcelany.
– Na niedzielę ? Dlaczego ?
– No bo w zwykłe dni piję kawę rano, przed pracą  więc szybko. Poza tym mój żołądek za bardzo nie lubi kawy o tej porze, więc nie może być jej za dużo. Dlatego piję w tym mniejszym.
Gulsum kręciła głową. I śmiała się. Jak można być takim dziwnym człowiekiem co ma kubki na pory dnia i na pory roku ?
 Na wszelki wypadek nie przyznałam się, że nie lubię, gdy ktoś sobie pożycza któryś z „moich” kubeczków. Ani do tego, że jeszcze większą zbrodnią jest podanie kawy w kubeczku herbacianym lub odwrotnie. POZięć miał, niezrozumiały dla mnie, problem z opanowaniem kubeczkowego „dress-kodu”.  Nie raz, nie dwa mu tłumaczyłam, a zdarzało się, że w ostatniej chwili przed zaniesieniem kawy gościom przelewałam tęże do właściwszego naczynia, choć nie na wiele się to zdawało. Zbezczeszczony kubeczek musiał swoje odstać na półce, nim sięgnęłam poń ponownie. Bo może jednak zapach się ostał i będzie mi smak psuć? A gdy już w końcu POZięcia wyedukowałam to…przestał być POZięciem.  Los naprawdę bywa złośliwy.
Tak sobie donoszę znad kubka Sowiego. Miał być kawowy, bo Zielonemu podejrzanie w uchu strzyka, ale kawa w nim nijaka. A sobotnio –wieczorna herbata – wyborna.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s