Byłam w Helsinkach

i się zakochałam. Nie…

i się zakochałam. Nie wiem co sprawiło, że odjeżdżając czułam niedosyt i smutek, jakbym zostawiała kogoś kochanego. A niby miasto jak miasto.
Ale, mimo zimy, szarości, bo słońce nie miało ochoty współpracować, było coś…
Pierwsze wrażenie : jakbym była w Olsztynie, gdzie już zaczęły jeździć tramwaje.
Gdy stanęliśmy z mężem patrząc w mapę na jakimś rogu jakiś elegancki mężczyzna zapytał nas czy nam w czymś pomóc. Podobno pytał po angielsku. Ja odkryłam, że jak rozumiem, to nie wiem czy ktoś powiedział po szwedzku czy po angielsku…
Szwedzkim posługiwałam się wszędzie i nigdzie nie miałam z tym problemu. Tak samo jak kartą bankową.
Na następnym rogu, gdy ratujemy przed przewrotką starszą panią, jej wnuczka od wypadnięcia z wózeczka, zbieramy rozsypane zakupy odbieramy serdeczne „kiitos, kiitos” i prawie uściski.
Na kolejnym rogu znów ktoś nas pyta czy nam pomóc widząc mapę…
Finowie są niżsi od Szwedów, bardziej różnorodni. Noszą się cudownie, kolorowo i z fantazją.  Angielski i szwedzki funkcjonują wszędzie. Tak samo jak uśmiechy. Tylko kierowcy nie zatrzymują się przed przejściami dla pieszych. A ceny zwalają z nóg. Ktoś mówił, że Szwecja droga ??  W Finladii nie był…
Na rogach sklepiki i kawiarenki. A pizza ma smak i zapach pizzy.  
 

Obrazki z wycieczki są do pooglądania.
Wypłynięcie 

Helsinki

Powrót 

Po drodze

I premia dla wytrwałych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s