Wyrodne dziecko

Yanki staje przed …

Yanki staje przed lodówką, otwiera ją i wiem jakie za chwilę padnie pytanie:
– Mamy w domu jakieś mięso?
Chodzi o to coś, co zwykły człowiek kładzie na kanapkę.
Zapytany co chce na obiad daje odpowiedź zawsze tą samą, tak samo zwięzłą
– Mięso.
Czasem litościwie dorzuca, że ma być pieczone. Lub inne takie naprowadzające teksty, ale zawsze, dominujące jest słowo MIĘSO.
Geny naprawdę chodzą dziwnymi drogami. Mąż jest mięsożerny umiarkowanie – to znaczy, że owszem na kanapce ma być jakaś wędlina, obiad z mięsem jest mile widziany, ale nie koniecznie codziennie, bo na równi z mięsem mąż lubi kluski, makarony i placki.
 Ale moja mać..!
Dzieci moje własne kiedyś usiłowały wymóc na babci zeznanie co takiego lubi najbardziej.
– Szynkę – odparła rodzicielka.
– Ale tak na święta, jak już możesz sobie pozwolić i mieć to co chcesz.
– Boczek!
– Ale jaki boczek ? – denerwowały się dzieci
– Taki żeby tłuszcz po łokciu kapał…
Dzieci się w końcu z lekka poobrażały, bo w głowie im nie postało, że można woleć coś od cukierków i podejrzewały, że babcia sobie z nich żarty stroi. Wszak przy matce nauczyły się, że słodycze są dobre na nudę, na smutek, na nieokreślone ssanie w żołądku, na przyjęcie gości i na znienawidzenie gości, gdy w łakomej paszczy znika ostatni kawał ciasta. Nawet na radość dobre są słodycze, choć na radość to wszystko jest dobre. 

Wstałam dziś rano z nosem na kwintę. Bo wczoraj syn brutalnie i nieprzychylnymi słowy zgasił moją ekscytację planowaną –darowaną wycieczką do Helsinek. Bo wcześnie rano i miałam wrażenie, że dopiero zaczęłam zasypiać twardo. Bo ręka boli i w łokciu i w nadgarstku. A prosto z pracy idę na zajęcia, gdzie nie dowiem się niczego nowego, za to przesiedzę na niewygodnym krześle kilka godzin.
Za drzwiami bloku czekała na mnie ściana deszczu.
W pokoju, gdzie kroi się mięso powitał mnie znany smród i czerwone placki na podłodze i strzępko-ochłapki przyschnięte do kratki ściekowej. OBRZYDLISTWO!
Pół godziny jeździłam z maszyną myjąco-odkurzającą i mogę sobie jej obsługę wpisać w CV jako kolejną umiejętność, zamiast na przykład prawa jazdy.
Coach-ka mnie wkurzała, bo nie daje sobą sterować, ale chce sterować mną.
Głowa bolała już nie tylko koło nosa i oczu.
Oczy zamykały się same choć głód w nie zaglądał.
W lodówce leżał przygotowany kotlet schabowy…
Żołądek zwijał się w ślimak od tabletki na ból głowy. 
Wyciągnęłam męża do Miasta Trolli do biblioteki – „tylko 6 mil”.
W drodze powrotnej przypomniałam sobie, że w domu nie ma co jeść, więc zajechaliśmy do sklepu.
Wreszcie w domu zrobiłam sobie kolorową michę – jasnozielona sałata, ciemnozielona papryka, papryka pomarańczowa, czerwony pomidor i fioletowa cebula. Posypałam przyprawami, wlałam łyżkę oleju rzepakowego. Pożarłam zagryzając tymiankowym paluchem i łyżkami białego sera typu „wiejski”. Poziom endorfin wrócił do normy, żołądek zajął się trawieniem i przestał zwijać, głowa odpuściła, senność jak ręką odjął.

Wnioski:
1. Nie wiem które z nas się wyrodziło : ja czy mój syn czyli wnuk mojej maci.
2. Chyba mi się gust zmienia, bo kolorową michę zaczynam woleć od kolorowych cukierków
3. Zostałabym wegetarianką, ale czasem…raz na tydzień mniej więcej mam chęć na parówkę lub na plaster suszonej szynki tudzież na wysmażone na sucho skwarki z wędzonego boczku. Bo mięso jest obrzydliwe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s