Faza na NIE

 M. był sceptyczny …

 M. był sceptyczny gdy powiedziałam, że na kolację ze szwedzkimi gośćmi podam babkę ziemniaczaną. Ja wiem, on by chciał podać już raz sprawdzone pierogi z kapustą i grzybami ale ani mi się śniło stać i lepić przez kilka godzin.

Na początek włożyłam im ostrożnie po niewielkim kawałku żeby spróbowali. Spróbowali, pochwalili, zachęciłam do dokładki z czego korzystali dwukrotnie. Jedli aż im się uszy trzęsły. Babka była strzałem w dziesiątkę. Łatwo się rozmawiało. On jest gadułą, wie wszystko o tym co dzieje się w bloku i wokół. Nieustannie widać go jak kręci się po podwórku. Ona spokojniejsza, cichsza. Spotykam ją rzadziej, rzadziej z nią rozmawiam więc czasem miałam problem ze zrozumieniem tego co mówi. Zresztą kiedy on się rozgadywał, mówił dużo i długo, traciłam wątek i miałam kłopot ze zrozumieniem.
Miło było, aczkolwiek męcząco. Trzy godziny rozmowy w obcym języku, do tego nie przywykłam. W dodatku rozmowy towarzyskiej, a to zupełnie co innego niż w szkole czy na kursie. Tak więc całkiem dobrym pomysłem było zaproszenie ich na ten wieczór, kiedy jest u nas Zozol.
Zozol jest nieśmiały. Nie chciała za nic w świecie usiąść z nami do stołu w kuchni. Uciekła do pokoju i tam spędziła trzy godziny oglądając bajki, bawiąc się ciastoliną i innymi zabawkami. Od czasu do czasu przychodziła tylko, brała któreś z nas za rękę i prowadziła do komputera, żeby coś tam zmienić. Wreszcie nadszedł czas, żeby ją szykować do snu. Poprosiłam gości o wybaczenie, że na chwilę zniknę…Goście zdecydowali, że im też już pora spać, zwłaszcza ona stwierdziła, że po winie czuje się zmęczona.
Nim poszli dziękowali wylewnie, prosząc o rewizytę, a on mnie uściskał.
Miło było. Dobrze, że się skończyło.
Wpadam w marazm. Najchętniej znów siedziałabym w domu robiąc NIC. To zły znak.
Po wiosenno-letniej wierze, że już niedługo coś się zmieni, nie został nawet ślad. Znów zwątpienie. Od miesiąca nie wysłałam ani jednego podania, bo nie ma ofert pracy w okolicy.
Mam fazę „ to bez sensu”. Nie poszłam na angielski. Nie chce mi się do ludzi. Nic mi się nie chce.
Może powinnam się poddać, pójść na ten cholerny kurs na opiekunkę i zacisnąwszy zęby (żeby powstrzymać wymioty) pójść tą drogą ?  Na tę myśl wszystko się we mnie otrząsa i wzdraga. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s