Co mamy

 <img style="float: …

 W ostatnią sobotę posadziłam na balkonie wrzosy a potem na haku od skrzynki zawiesiłam karmnik. Póki w karmniku były jedynie kule ptasie  pożywienia nic się specjalnie nie działo. Ale podkusiło mnie i wsypałam orzeszki ziemne (kupione jako pasza dla ptaków a nie dla ludzi) i się zaczęło…Najazd hunów to spokojna wycieczka z domu starców w porównaniu do tego co to ptasie tałatajstwo wyczynia na moim balkonie. Kocio się pogniewał, bo sama ciesze oczy i duszę a jemu bronię wyjścia. 
Prócz wrzosów, karmnika i obrażonego Kocia mam jeszcze ławkę zwaną także sofą kuchenną. Kupiona w „szmateksie” za niewielkie pieniądze spełniła za jednym zamachem dwa zadania. Zrealizowała moje marzenie o posiadaniu takiego mebla w kuchni by siedzieć wygodnie, z możliwością położenia i wyciągnięcia nóg. Oraz uwolniła mojego męża od konieczności realizowania powyższego. Dodatkowo sofa-ławka zupełnie niechcący i nieprzewidywalnie spełniła jeszcze jedno pragnienie – Kociowe. Mieć miejsce w kuchni blisko Pańci, ale nie na podłodze, bo kot to nie dywan, i takie żeby wszystko można było mieć pod kontrolą w tej kuchni a jednocześnie żeby mieć zabezpieczone tyły. Sofa ławka ma 150cm i czasem nie mogę wyprostować nóg bo Kocio śpi i nie zamierza się odsuwać.   
Prócz wrzosów, karmnika, obrażonego kota i sofy-ławki mamy jesień albo początek potopu. Lidan powoli wychodzi z brzegów i jeszcze nieśmiało, ale  zaczyna się wylewać na pięknie pokoszone brzegi po swej lewej stronie. Pora deszczowa trwa już co najmniej 9 miesięcy. Od wczoraj mamy słońce, ale nie mam złudzeń – to tylko chwilowo. Nawet ja, osoba jak wiadomo nienormalnie deszczolubna, zaczynam mieć dość deszczu.
Prócz wrzosów, karmnika, obrażonego kota, ławki, jesieni i potopu mam w kuchni nową podłogę od wczoraj. Tak więc znikł ostatni ślad po ubiegłorocznym pożarze.  Prócz wrzosów, karmnika, obrażonego kota, ławki, jesieni z potopem i nowej podłogi mam dzisiaj gości. Szwedzkich gości, sąsiadów. Co sprawia, że myślami jestem w nieposprzątanej jeszcze łazience, zakurzonym salonie i sklepie po wino. I jakoś mi nie tak z pisaniem. Dziś nie „mówię ładnie i melodyjnie, zdania (nie) perlę jak z pereł kolię”.
Głowa zaprzątnięta czym innym. To idę.
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s