Sąsiadka

Ingrid ma białe …

Ingrid ma białe włosy, jest szczupła, nosi spodnie i każdego dnia widują ją jak szybkim krokiem przemierza okoliczne uliczki. Ingrid ma 86 lat i jest panią Razmusa. Mieszkamy drzwi-w-drzwi. Jej wiek poznałam przy okazji jakiegoś spotkania na schodach. To ona opowiedziała mi o Ester-nomen-omen-Brandt – poprzedniej lokatorce mojego mieszkania. Ona sama opowiedziała mi skąd wziął się u niej Razmus. I zapytała skąd jestem. I zapytała o Kocia. Miło było…
Za jakiś czas, gdy zobaczyła mnie pod drzwiami zdziwiła się, że to ja tu mieszkam.
Jakiś czas potem widząc mnie na balkonie i Kocia wystawiającego nos przez szparę opowiedziała mi, że ma kota i skąd go ma.
Kiedy Kocio zaczął wystawiać nos za drzwi, kilka razy spotkał Ingrid i Razmusa. Naturalnie przy tych okazjach musiałam znów wysłuchać historii Razmusa.
Aż któregoś dnia odkryłam dlaczego przy drzwiach od klatki stoi parasol – Ingrid wyganiała nim z klatki jakiegoś obcego kota. Tym obcym kotem był mój Kocio, wracający z porannego spaceru.
Miałam mieszane uczucia.
Naprawdę do tego stopnia nie kontaktuje? Żeby kota wyganiać z klatki parasolem ?
A właśnie przed chwilą wyszłam z Kociem na chwilę na dwór. Od czasu bójki z Arogantem oraz za sprawą robót wokół bloku Kocio na dwór wychodzi wyłącznie przy moich nogach. Tak też było i teraz.
I nagle usłyszałam, że Ingrid woła Razmusa do domu. 
– Nie ma go tu – wyjaśniłam. 
– Muszę go zawołać do domu, bo muszę do banku – wyjaśniła.
Kocio, który nie lubi obcych,na wszelki wypadek obronnie ukrył się za chodzikiem- rullatorem stojącym pod skrzynką na listy. Ingrid schyliła się do niego. 
– On się boi – powiedziałam ostrzegająco – Nie lubi obcych. I nie chce chodzić sam na dwór.
Ingrid popatrzyła na mnie.
– On jest wykastrowany. To dlatego…Muszę iść do banku, nie mogę się spóźnić. Chodź Razmus…- i sięgnęła ręką…po KOCIA!
Kocio prychnął, zawył, wyszczerzył wszystkie zęby i…
Ingrid zamarła chyba ze zdziwienia.
Ja umarłam ze strachu, że jej mój słodki, malutki „kotecek” poharata ręce albo i głowę pazurami.  
Kocio na szczęście zamiast walki wybrał rejteradę.
– Ingrid! To nie Razmus! To mój kot – powstrzymałam ją okrzykiem, bo już się odwracała, żeby go złapać powtórnie.

Kocio zwiał do mieszkania. Ingrid stała na schodach osłupiała.
-To nie Razmus…oj…pomyliłam się…To nie Razmus ?? – powtarzała.

Biedna Ingrid. Biedny Razmus.  

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s