Kopciuszek- historia prawdziwa cz1.

Z ukłonami dla …

Z ukłonami dla Stefana z Uroczyska Widuna, który natchnął mnie do tej opowieści

 

Józefa była półanalfabetką. W czasach jej dzieciństwa, na wsi gdzieś pod Grodnem nie było zwyczaju posyłania dzieci do szkoły, a już na pewno nie dziewczynek. Dziewczynka miała od małego wdrażać się w roboty domowe, których zawsze było pod dostatkiem w każdej, nawet najuboższej chłopskiej chałupie. W początkach wieku XX, rodzice Józefy nie przewidywali, że wkrótce ich świat całkowicie zmieni oblicze i nikt nie nazywał ich krótkowzrocznymi. 

Pierwszy znak, że coś się zmienia dostali gdzieś około roku 1910. 
Pięcioletnia  może wtedy Józia przybiegła z pastwiska z wielkimi oczami, przerażona i spłakana.
– Mamo! Koniec świata będzie! Diabeł na piecu przyleciał! – krzyczała i dygotała jak w febrze. Była naprawdę przestraszona i tylko to powstrzymało matkę przed strzeleniem klapsa za zostawienie krowy bez opieki.
Wieczorem, gdy ojciec wrócił do domu sprawa się wyjaśniła. To nie żaden diabeł na piecu był, który wedle wierzeń koniec świata miał zwiastować. To aeroplan był, taka maszyna co to w niej człowiek może jak ptak latać. Któryś z sąsiadów czytywał gazetę i opowiadał czasem o różnych dziwnych rzeczach co dzieją się na świecie.
Mówią, że pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, ale pierwszy aeroplan ujrzany przez Józię coś jednak odmienił. Józię zaciekawił ten daleki świat opisywany czarnymi znaczkami. Jak to jest, że z tych znaczków można zobaczyć jak to ludzie gdzieś tam żyją.  Tak długo chodziła za bratem, tak długo mu się naprzykrzała, że wreszcie zniecierpliwiony, a trochę też i przekonany o własnej ważności, zaczął dziewczynie litery pokazywać. Z początku bazgrał patykiem na piachu pojedyncze litery, a potem zaczął wskazywać całe słowa w wykradanej matce książeczce do nabożeństwa.
I tak Józefa nauczyła się czytać. Pisać nie nauczyła się nigdy, jedyne co potrafiła to koślawie podpisać się.
A postęp jak to postęp – szedł swoją drogą, coraz szybciej i szybciej.
Książki stały się coraz dostępniejsze. We wsi pojawiła się biblioteka i Józefa chętnie z niej korzystała. Rodzice, którzy wcześniej nie widzieli potrzeby kształcenia dziewczyny teraz chełpili się przed sąsiadami, że córkę mają taką mądrą, co czytać się nauczyła. I choć nie raz Józia oberwała, za to zaczytawszy się krowy nie dopilnowała, albo garnek z kartoflami spaliła, to jakoś jej ojciec z matką wybaczali i wieczorem, nim mrok całkiem zasnuł okna, sami wołali żeby im poczytała na głos.
I Józia czytała

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s