Zsocjalizować dzieciaka

Niespełna …

Niespełna miesiąc temu, na placu zabaw parku, Zozol kosym okiem spoglądał na inne dzieci. Utknąwszy przy kranie z wodą, absolutnie odmawiała bliższego kontaktu z ludźmi swojego wzrostu. Choć możliwe, że była to obawa przed utraceniem wyłączności na ukochaną zabawkę- czyli wodę.
Tak, Zozol już się nie boi wody z kranu, wody z fontanny i wody w wannie. Prysznic jest jeszcze passe…Wszystko za sprawą dwóch czy trzech wizyt nad jeziorem i zabawy z falami u babci na kolanach.  Teraz jesteśmy na etapie polewania wodą z konewki głów wszystkich zabawek ze szczególnym uwzględnieniem lali.
W ostatnią niedzielę znów byłyśmy w parku. Złodzieje-bandyci czyli pewnie służby komunalne zabrali nam kranik z wodą. I wody nie było.  Dzieciak rozłożyła rączki zdziwiony „Nie ma wody?” . Znów wypróbowała huśtawki, żeby stwierdzić, że nadal za nimi nie przepada. Przetestowała krzaczory – daje się uciekać i chować. Sprawdziła klatkę – nadal nic ciekawego. Przez linki nadal przechodzi się z pomocą babci. Zjeżdżalnie…zjeżdżalnie ? Ta mniejsza, do której się wchodzi po schodkach fajna jest, ale to dla dzidziusiów. Prawdziwi ludzie jeżdżą z tej, na którą trzeba wejść po ściance wspinaczkowej. (To co że z pomocą babci).
Kiedy na plac zabaw weszła dziewczynka, na oko w wieku podobnym do Zozolkowego, dzieciak się zatrzymał. Zagapił. Uśmiechnął!
A potem piaskownica.
Najpierw w kucki, potem rozsiadła się tyłkiem na piachu. Oparła rączkę na piachu. Skrzywiła się. Obejrzała łapkę. Brudna! Fuj! Babcia…! Babcia parsknęła śmiechem, powiedziała, że nic się nie stało, że to tylko piasek. Czysty piasek, bo dziwnym trafem nawet parkowe kaczki za płotek nie wchodzą, choć płotek raczej symboliczny.

 Ale prawdziwy hard core był następnego dnia. Czyli wczoraj. Czyli w poniedziałek. Hard core tak dla dzieciaka jak dla babci. Wizyta w Lekland czyli Świecie Zabawy. Taka szwedzka wersja polskich Małpich gajów czy jak je tam zwać. 
Na początek zaskoczenie, bo za wejście wyjątkowo płaci tylko dziecko. Dorośli opiekunowie dziecka – gratis. Cena, jak na szwedzkie warunki nie wygórowana – 100kr/3 h. Tylko trzy ? Pomyślałam na początku…
Była z nami Madzia i Julka – 1,5 roku starsza od Zozola. I dobrze, że była. Jula jest żywa, przebojowa, „od chmur nawracania”, niczego się nie boi. Zuzia jest małym tchórzykiem, nowości bada ostrożnie, najlepiej za rączkę z babcią lub z dziadkiem, gdy stwierdza, że TO STRASZNE odmawia dalszej eksploracji…Tak więc Jula leciała przodem, wspinała się, zjeżdżała, turlała zaśmiewając się przy tym i piszcząc – no to Zuzia tez chciała. Ale żeby babcia była za rączkę. Albo Madzia. Wszystko było rewelacyjne, oczywiście zjeżdżalnie najbardziej. Ta, wysoka, wysoka, dmuchana, na której szczycie babcia pobladła i nerwowa rozglądała się za alternatywna drogą w dół. Której nie było. Zozol by sam pozjeżdżał, ale gąbkowa drabinka to zbyt wielkie wyzwanie dla dwuletnich nóżek pewnie za sprawą tej pieluchy, która sprawia, że przyciąganie ziemskie staje się mocniejsze. Babcia była niezbędna by ten tyłek podpierać. 
Najstraszniejsza okazała się droga po ścieżce linowej do długiej, falowanej zjeżdżalni. Raz czy dwa dzieciak dał się namówić, poszedł za Madzią podtrzymywany i asekurowany przez babcię. Ale potem dzieciak spojrzał w dół. No to co, że siatka, a do niej jeszcze druga siatka. Nie. Więcej tam nie pójdzie. Na rękach babci ze dwa razy, ale potem też nie. 
Nim Zozol się przeczołgał przez liny Julka zdążyła zjechać, obiec dookoła wspiąć się i wrócić.

Ostatnie 45 minut trwało i trwało. To znaczy dla dorosłych. Bo dziewczyny przy wyjściu urządziły regularny strajk. Ryk, kładzenie się na podłodze, bierny opór i werbalna odmowa współpracy. Aktów przemocy nie zanotowano, choć musiano użyć bezpośrednich środków przymusu.
Pięć minut po ruszeniu auta Zozol odpłynął. Julka wytrzymała dłużej – jakieś piętnaście minut.
Do domu pojechaliśmy dłuższą drogą – zamiast 45 minut, zajęło nam to 1,5 godziny. Dziewczyny się obudziły w mieście, pełne wigoru. Nie wiem jak Madzia, ale ja padłam na całe popołudnie a do łóżka poszłam jak grzeczne dziecko o 22.
Dziś boli mnie wszystko.
I …ja chcę jeszczeeeee!!!

Zaraz…to którego dzieciaka socjalizowałam? Zozola czy małą Kasię ? 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s