Poniedziałkowy ranek

Umrę zaraz na zawał, jak…

Umrę zaraz na zawał, jak nie wiem co.
Generalnie remont elewacji od podwórka dobiegł końca. Zniknęły rusztowania, zostało tylko jedno takie rusztowanie na kółkach, szerokie na jeden balkon. Po tym rusztowaniu w dół i górę przemieszcza się malarz, który maluje balkony od spodu. Pan z rusztowania przekłada nogę przez barierkę, wchodzi na balkon albo odwrotnie. Rusztowanie się kiwa, pan się nachyla, sięga po drabinkę składa ją, ostrożnie się odwraca i wchodzi na schodki prowadzące piętro wyżej, powoli przekłada drabinkę przed siebie. A rusztowanie wciąż się chwieje.
Musiałam się odwrócić placami, bo patrzeć na takie wyczyny nie mogę – ja już widzę jak facet spada z balkonu na drugim piętrze, bo rusztowanie odjechało, albo się przewróciło, albo on się potknął , albo nie wiem co…
Tak mam. Wyobraźnie mi podsuwa takie widoki, jak w sobotę wieczorem, gdy z Zuzanką spacerowałyśmy po Żelaznym Moście. M. bawił się swoją zabawką czyli kamerką. Filmował trochę nas, trochę most. Zuza jak pies pasterski lubi mieć stado w komplecie, wypuściła się biegiem z powrotem do dziadka. A tam rzeka pod nami! A barierka na moście co prawda wysoka i gęsta, ale tuż przy "podłodze" jest szeroka szczelina, na oko Zuzia się tam zmieści. Już ją widziałam wpadającą do rzeki. 
Albo na punkcie widokowym na Halleberg. M i Janki stają na brzegu urwiska, a ja widzę jak kamień na którym stoją urywa się…
Oni się ze mnie śmieją, a ja mam w głowie, że wypadki takie się przecież zdarzają i…No wiecie co mam na myśli.
Czeka mnie jeszcze malowanie balkonu, zatem. I naprawa pękniętego parkietu. I wymiana perlatorów. A jeszcze podłoga w kuchni czeka, od listopadowego pożaru na wymianę.
Uświadomiłam sobie, że w tym mieszkaniu, jeszcze nie miałam takich spokojnych dni. Po przeprowadzce mieszkała z nami córka z rodziną, a to stresogenne było, oj było. Zaraz potem wybuchł pożar, mieszkanie było w opłakanym stanie, nieodpowiednim dla dziecka więc zmusiłam wreszcie młodych do wyprowadzki, w tym samym czasie młodzi szarpali się miedzy sobą skutkiem czego teraz każde mieszka gdzie indziej. Oni się wyprowadzili, my wzięliśmy się za usuwanie skutków pożaru, ja dodatkowo latałam do Polski do siostry. W styczniu zaczął się kurs, a zaraz po nim remont reszty w środku mieszkania i remont elewacji.
Ale, niepoprawna optymista, albo raczej pesymistka, myślę : widać tak ma być w tym mieszkaniu, żeby spokoju nie mieć, nie posiedzieć za wiele , to może i praca czeka tuż za rogiem ?
Oby.
Bleblam, żeby zagłuszyć to, co z tyłu głowy. "Boże daj mi odwagę bym zmieniło to, co mogę zmienić, siłę bym zaakceptował to, czego zmienić nie mogę, mądrość bym odróżnił jedno od drugiego". Czego mi brak ? Odwagi by akceptować niezmienne? Czy mądrości bym odróżnić zmienne od niezmiennego ? Permanentny stan konfliktu z córką mnie przygnębia. Ja nie umiem się pogodzić z pewnymi faktami. Ona nie umie zrozumieć o co mi chodzi i chyba wciąż szuka drugiego dna.
Matka, pozostawiona w Polsce, coraz bardziej pogrąża się w autodestrukcji. Nie mam na to wpływu. Nie mogę nic zrobić, bo nawet mój powrót niczego by nie zmienił. Jak to mówią ? "Już tam byłam, już mam koszulkę z napisem". 
Nie jest lekko. 
Czasem…czasem mam wrażenie, że wraca depresja. Bo zmęczenie, bo niechęć i zniechęcenie. 
Czy to lato w tym roku wreszcie przyjdzie, panie doktorze?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s