…nie dzieje się nic…

Nic się nie dzieje.<br …

Nic się nie dzieje.
Kurs na ukończeniu -zostały mi ostatnie dwa tygodnie, ale tak naprawdę to 8 dni, bo w tym tygodniu mamy święto więc weekend zaczyna się we czwartek. Co? Myśleliście, że długie weekendy to domena Polaków ? To propaganda – inne nacje Europy też korzystają jak mogą by sobie czas świąteczny wydłużyć jak się da. Szwedzi też. Szwedzi w ogóle wychodzą z założenia, że pracy nie trzeba się bać, można koło niej pospać postać nic się nie stanie, a w ogóle prace trzeba szanować, żeby wystarczyła na długo.
Gdyby mój blok remontowali Polacy to pewnie już byłby na ukończeniu. A tak nie osiągnął nawet połowy, choć niby do ukończenia remontu zostało półtora miesiąca. A z nimi trzy. Dodam jeszcze, że za wyjątkiem ostatniego tygodnia, kiedy to tak cudownie padało, pogodę do roboty mieli doskonałą. Ten ich przeciągający się remont wkurza mnie z powodu zafoliowanych okien w pokojach od północy.
Nasza sypialnia sąsiaduje z małą, w zasadzie nie użytkowaną łazienką. Tak naprawdę użytkuje ją wyłącznie kot. A wentylacja jest tam, ale jakoby jej nie było. Więc jak Kocio załatwi swe potrzeby fizjologiczne nad ranem to pobudka gwarantowana. I szans na wywietrzenie żadnych – bo okno w folii. 
Duży pokój (salon, nie bójmy się tego słowa) prócz ewidentnego braku świeżego powietrza wkurza dodatkowo atmosferą a la rodzinny grobowiec. Tez folia na oknach, dodatkowo zachlapana szpachlą czy czym tam się te elewacje robi. Nasz blok ma kształt podkowy – panowie robotnicy kończą powoli wnętrze tejże i powoli przechodzą na ściany zewnętrzne. Najpierw ustawili mi rusztowania, które obwiesili niebieską siatką. Teraz w kuchni, mojej pięknej, ciepłej, zielonej, słonecznej kuchni mam niebieską, zimną poświatę, która skutecznie chroni przed promieniami słonecznymi. Kilka dni potem zablokowali mi drzwi balkonowe. Więc w ramach atrakcji dodatkowych mam w domu KOTA. Kota wyjącego, miauczącego, szarpiącego firankę (no to co, że tania bo z Lidla?), snującego się po domu, pod nogami, leżącego pod drzwiami z wypisanym na mordce – "oddawaj balkon!". Na tłumaczenia, że nie mogę, że to nie ja, że może przecież normalnie, jak człowiek wyjść drzwiami na podwórko, Kocio patrząc mi w oczy zaczepia pazurem o firankę. "Pogadałaś… To teraz oddawaj balkon". 
Pelargonie mi marnieją z braku światła. A czas im na balkon. 
Czy jak zacznę szarpać panom niebieską siatkę i wyć "oddawajcie balkon" to się pospieszą ? Nie sądzę.

Zuzia rośnie. Nadal mówi wyłącznie zwierzęcym głosem. Mjał, uf-uf, uuuu – jak krówka, tut-tuuu -jak sowa. No ale coraz częściej do kręcenia głową dochodzi "ne". No i "ej" przy spotkaniu kogoś znajomego. Dodatkowo jeszcze rozkłada rączki – nie ma.
Koty i psy są jej miłością. Psa wypatrzy z okna jadącego samochodu i natychmiast ten fakt zakomunikuje. Rasmus, kot sąsiadki Ingrid na widok Potworka ewakuuje się z rosnących przy schodkach narcyzów w bliżej nie określone rejony. Bo Potwór stoi, tupie, piszczy i wyciąga rękę. Rasmus to nie Kocio, on sobie nie pozwoli, żeby go jakieś obce miziało. Kocio pogodził się z losem. Cierpliwie czeka aż Potwór skończy miziania po głowie, grzecznie obwącha podsunięty pod nas palec nim uda się do szafy, na emigrację wewnętrzną. Tylko spotkania nosio-do-nosia budzą w Kociu atawistyczne instynkta i wtedy spod stołu, bo tam się to zazwyczaj odbywa, rozlega się kocie warczenie i radosny pisk Potwora.

A po za tym już nic. 
Po za tym, że były POSynek/POZięć skasował auto.
Oraz tym, że od koleżanki z kursu, która właśnie skończyła dostałam list brzmiący jak wyznanie miłości. 

Do Polski jedziemy za dni 12.
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s