Uchylam ostrożnie drzwi…

…poszli sobie ? <br …

…poszli sobie ?

Zawsze mnie coś podkusi, wypowiem się na temat jakiś gorący a potem tak się kończy, że boję się własnego bloga otworzyć. A jeszcze jakiś porządek zdałoby się zaprowadzić. Ale odpowiadać każdemu na komentarz ??? Dobra…przyznam się – ja nawet wszystkich tych komentarzy nie przeczytałam; mówię o tych pozostawionych przez ludzi kompletnie mi obcych ze szczególnym ukłonem w stronę anonimowych. Leniwa jestem, wiem.

Mój wpis sobie, ich dyskusja sobie. Ja wcale nie uważam, że twórcy mają pracować "za wzięcie". Bardziej chodziło mi o pokazanie, że bez zreformowania rynku ustawy antypirackie doprowadzą jedynie do impasu. Dzisiejszy odbiorca jest inny niż ten sprzed trzydziestu lat. Tak jak i kultura jest inna. Wszystko nabrało przyspieszenia. Ja też pamiętam czasy, kiedy film oglądało się w kinie dopiero kilka lat po premierze. Tak samo jak pamiętam czasy, gdy ubrania sprzed dwóch lat z Zachodu*, w Polsce były zgodne z najnowszymi trendami.
Ale to nie czasy.
Dlaczego nie można stworzyć wirtualnych bibliotek, gdzie będzie można wypożyczać filmy, piosenki czy e-booki za rozsądną cenę i z pominięciem regionalizacji. I dlaczego artyści kłócą się z odbiorcami o stracone dochody, zamiast wymagać obniżenia ceny od producentów?

…ale skończmy już to bicie piany. My sobie pogadamy, a potem politycy i tak zrobią to, co dla nich jest wygodne. Czyli czego zażądają od nich ich wielcy sponsorzy. I tyle.
Tu powinien powstać wpis pt "Dlaczego jestem anarchistką".
Nie chce mi się.

Zmęczona jestem jak chart po wyścigu. Od dwóch tygodni biegam w kieraciku. Na 8, co dzień lecę na kurs, gdzie jestem do 15.30. Wracam, od razu rzucam się do garów, nim ugotuję, nim wszyscy zjedzą, nim te gary pomyję robi się  18 -19, ucałuję Zuzię na do widzenia, zamknąwszy za dziewczynami drzwi, padam na łóżko. W międzyczasie wybiegam z kursu i lecę na angielski (kolejna zmiana nauczyciela, kolejny pomysł na prowadzenie zajęć, kolejna porażka i poczucie straty czasu), w domu pomiędzy gotowaniem a zmywaniem usiłuję ukraść trochę czasu na bycie z Zoozolem.
Ale choć zabiegana wciąż nie mogę się otrząsnąć, amplituda wciąż jest poniżej osi, czasem się podnosi a czasem krytycznie idzie w dół. I przyznaję się bez bicia – tak naprawdę jedynie wnuczka potrafi wzbudzić u mnie głębsze zainteresowanie i szczery uśmiech.
Mam problem ze spotykaniem ludzi. I z doborem garderoby, bo ostatnio miałam jazdę na wielobarwność i kwiatki, a teraz gdy potrzebuję czerni, szarości, granatów to okazuje się, że nie mam.
Nie, to nie chęć zadośćuczynienia zwyczajowi, to po prostu coś we mnie tego chce, coś czego sama do końca nie rozumiem, ale się temu poddaję.
A czasem są sytuacje takie, że nie wiadomo śmiać się czy płakać.
Mama miała problemy z rozróżnieniem naszych głosów przez telefon, więc mam nawyk mówienia "to ja, Kasia" jeśli ona nie zada zwyczajowego pytania "Kasia? To ty?". Złapałam się na tym przy ostatniej rozmowie. 

I tak to.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s