Czas

Najgorsze są noce. Czas …

Najgorsze są noce. Czas ciurka wtedy jak woda z niedokręconego kranu. Starego kranu, bo ktoś dziś ma kran z kurkami? Chyba tylko Anglicy.
Noc. Sypialnie wypełnione równymi oddechami śpiących. Czasem ktoś zachrapie. Ktoś zamamrocze przez sen. Na górze sąsiadka spuszcza wodę. Z niedalekiej ulicy wpada pomruk przejeżdżającego, pojedynczego samochodu. Wiatr świszcze w szparze przy drzwiach. Coś chrobocze, skrzypią blaszane parapety pod naporem wiatru. Drobne gałązki szemrzą o szybę.
Kot, śpiący jak zawsze nieopodal, z przeciągłym „mrrrr” przewraca się na grzbiet. Tłuste łapki, ugięte w połowie, sterczą w górę. Jakim cudem wytrzymuje tak wiele godzin, czy mu nie drętwieją ? Człowiek po kilku minutach już by czuł mrówki.
Cyk, cyk, cyk…tyka zegar w kuchni. Ten nowy, dopiero co kupiony. Nie pokładano w nim nadziei, że będzie odliczał same szczęśliwe godziny. Oczekiwano, że będzie jedynie precyzyjnie odmierzał czas. I to robi. Srebrne wskazówki przesuwają się niedostrzegalnie dla oka. Ciurk, ciurk, ciurk…krople czasu skapują, rozlewają się w kałużę…
Oczy pieką zmęczone lampkami. Kręgosłup prosi o litość skulony, na wygodnym przecież, fotelu. Gdyby dzień…Możnaby pójść do sklepu, na spacer, gdziekolwiek. Gdyby choć lato- noc już, już miałaby się ku końcowi. Teraz, o północy, o godzinie pierwszej albo drugiej…
Przeszukiwanie kolekcji płyt w poszukiwaniu filmu, który zajmie, odwróci myśli, znuży i wreszcie da zasnąć. Książka, dotąd najlepszy przyjaciel poduszki, jakoś ostatnio działa. Może dlatego, że dziwnym trafem kolejne tomy przyniesione z biblioteki wciąż opowiadają o tym samym. Jakby ręką snującą wzdłuż krótkiego i tak rządka kierowała jakaś inna siła.
Ciurk, ciurk, ciurk…Chłód liże bose stopy, obejmuje odsłonięte ramiona. Druga. Wpół do trzeciej…Dobrze. Do łóżka. Projekt Sen. Próba…która to dzisiaj ? Druga ? Trzecia.
Za gorąco pod kołdrą. Kark boli. Inna poduszka. Kołdra na bok. Zimno. Kompromis – nogi i ręce na wierzchu,  korpus pod kołdrą. Zza niedomkniętych żaluzji sączy się promień z latarni. Przesunąć się. Lekkie stąpanie. Kot, jak duch, wierny nawet gdy zaspany, z rozżalonym pomrukiem wtula nos w zgięcie łokcia, za chwilę odwraca się i podsuwa ogon pod nos. Zmiana kierunku spania. Głową przy samych drzwiach, tak jest więcej powietrza. Co nocny taniec po którym łóżko rano wygląda jakby się w nim działo nie-wiadomo-co.
Zima choć nie-zima. Krótki dzień jeszcze skrócony przez dziwny czas pobudki. Czasem ósma. Czasem dziesiąta. Wybudzanie zajmuje tyle samo czasu co zasypianie. Godzinę, czasem dwie. Kawa gorzka choć z cukrem. Krążenie po mieszkaniu, pod pozorem porządków. Wynajdowanie kolejnych zajęć: podszyć zasłony do pokoju. Skatalogować filmy. I książki. Napisać porządny list motywacyjny w obcym języku. A potem zasłona na pół sfastrygowana z wbitą igłą  leży na kanapie. Na stole w kuchni (najlepsze światło) słowniki. W pokoju, na niskim stoliku rozsypane płyty…
Ciurk, ciurk, ciur…Czas ciurka jak woda z popsutego kranu. Czas czekania na to co nieuchronne, co przesądzone, co złowrogo zbliża się każdego dnia. Czas gdy nie ma już nadziei. Czas, gdy nie ma już słów do wypowiedzenia. Czas, w którym dźwięk telefonu wysysa powietrze z krtani. Czas który chciałoby się skrócić. Czas, który chciałoby się zatrzymać. Czas, który dla kogoś, daleko tam, jedynego właśnie się kończy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s