Powoli, ale sytematycznie

zmierzamy do końca …

zmierzamy do końca remontu.

Hurra! Mam już nowe tapety i w kuchni i w przedpokoju.
Kuchnia oczywiście nie cała, bo czekamy na szafki, które odgradzają kuchnię od jadalni. Ich "plecy" też muszą być pokryte tapetą.
W sobotę robiliśmy kuchnię, ale ponieważ mąż pracował, to zaczęliśmy późno i dość późno skończyliśmy. Wczoraj przedpokój. Też nie od samego rana, bo nim wstaliśmy to była 10. A to jeszcze na wysypisko ze śmieciami z balkonu na którym dotąd było składowisko pustych wiaderek po farbach, nadpalonych drzwiczek i stłuczonej szyby. Wczoraj nareszcie pozbyliśmy się tego.
Tapetować zaczęliśmy mniej więcej w południe.
Mój mąż mógłby spokojnie pracować jako poganiacz niewolników. Pracowaliśmy bez przerwy do 21. Nie dał mi zjeść obiadu, (zupka ugotowana w międzyczasie) sam też nie zjadł.
Gdy kończyliśmy, byłam tak zmęczona, że nie kojarzyłam i nie przyswajałam sobie nawet kilkakrotnie powtarzanych informacji.
Machnęłam ręką na sprzątanie, zebrałam tylko najgrubsze śmieci i poszłam spać. Nawet nie ciesząc się nowym wyglądem.

Zaraz się zbieram, ogarniam i idę podziwiać.
Tylko, że za oknem wciąż zmierzch. Chyba już dziś tak zostanie, znów pewni chmury.
Kończę malować szafki. Mąż kaloryfery. Dołożenie kilku kafelków. Docinanie, skrobanie, wieszanie, montowanie…I będzie koniec.
Potem już nie nasza robota tylko stolarza i speca od podłogi, który jeszcze terminu nie wyznaczył. A mógłby.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s