A niech się dzieje

Jedziemy w piątek. …

Jedziemy w piątek. Daleko. Na południe około 400 km.
A tu Młody kupił nowy, porządny obiektyw do Nikusia. I przed wyjazdem trzeba się aparatu na nowo nauczyć. Kondycji już nie poprawię, a przydałoby się, bo ciężkie To-To.
A jeszcze trzeba dwa ostatnie ćwiczenia na informatykę. ( O WOSie nie życzę sobie rozmawiać). A jeszcze mnie w palce swędzi żeby coś uszyć. Natchnienie. I do pisania.
Mam duszę…dziecka? Bo "rzeczy muszą się dziać" bym czuła chęć do życia. A może kota? Bo dłuższe przebywanie w jednym miejscu jest dla mnie męczące.
Tak czy siak – spanie mogę sobie darować, bo w głowie się kłębią setki myśli. Wymyślone postaci do mnie mówią, materiały układają się we wzory. Już bym biegła, coś robiła, działała.
Czy to nie dziecinne tak się podniecać wyjazdem, żeby mieć wrażenie, że ten dzień nigdy nie nadejdzie? No i czy to nie dziecinne by natchnienie nie przelane na papier czy materiał spalało się na biegu jałowym?
Ale mało casu kruca bomba, mało casu!

Zozol jest w stu miejscach na raz, a Kocio w drugich stu. Ich ścieżki wciąż się krzyżują, a ja muszę pilnować by oboje przestrzegali nakazu dystansu nie mniejszego niż jeden metr.
A jak nie Kocio to drzwi, szafki, szuflady. Komputer. Szklanka nieopatrznie zostawiona na stole, torebka, kocia miska lub uchylone drzwi od łazienki. W najgorszym wypadku, czyli jak Kocio zakopany przy ścianie między poduszki a koc, a wszystko inne sprzątnięte z zasięgu małych łapek, więc w najgorszym  wypadku jeszcze można pod łóżko wleźć i tam się zaklinować na amen.
Jest…intensywnie. A ja czuję, że żyję.
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s