12 lutego – Izolacja terytorialna Szwecji

Kiedy w roku 1527 Gustaw…

Kiedy w roku 1527 Gustaw I Waza podjął decyzję o przyłączeniu Szwecji do kościoła zreformowanego nie przypuszczał zapewne że skutki tego Szwecja będzie odczuwać jeszcze 500 lat później. Powodem takiego gestu była zapewne ekonomia bo Gustaw jak każdy król zaczynający budowę niezależnego państwa nie posiadał zbyt zasobnej kasy a te wszystkie wojny o utrzymanie granic musiały kosztować. Ceną za to była izolacja Szwecji od rozkwitającej w renesansowym oświeceniu pozostałej części Europy. Cóż, położenie na dalekiej północy, na półwyspie, za wielką wodą sprzyjało izolacji. Tak, tak, pamiętajmy, że wtedy nie było ani mostów na cieśninach duńskich, ani promów ani tym bardziej tanich linii lotniczych. Drogich zresztą też nie było.

Karol X Gustaw chciał połączyć Polskę ze Szwecją i wiemy jak to się skończyło (pod warunkiem, że czytaliśmy „Potop” zamiast bazować na wątpliwej jakości adaptacji filmowej). I jak dotąd – ten stan jest stały. Polacy, chyba wciąż nie mogąc darować Szwedom upokorzenia Zagłoby w małpiarni, z uporem maniaka szukają sobie sprzymierzeńców gdzie indziej. Najchętniej za oceanem w złudnej nadziei, że kolejny rząd w końcu da tę marchewkę w postaci zniesienia wiz. Nie, kochani, nie da. Bo wtedy to już im tylko kij zostanie, a oni wszak wiedzą, że kij na Polaka nie działa.
Ale ja nie o tym chciałam.
Chodzi o to, że pomimo tego iż Szwecja jest naszym zabałtyckim sąsiadem, że pomimo iż dziś Bałtyk został sprowadzony do statusu małej balii, którą można pokonać „beleczem” nasze kontakty gospodarcze są właściwie żadne. Z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba może mnie nie obchodzić czy polski rząd kupuje Gripeny czy F-16. Może mnie nie obchodzić skąd kupujemy rudę żelaza, węgiel czy energię elektryczną, byle tylko cena nie obciążała mi za bardzo portfela. Ale osobę żyjącą w rozkroku nad Bałtykiem dotyka problem komunikacji. Dotyka czasem boleśnie bo kosztownie.
Gdy się patrzy na bałtyckiego psa (niektórzy chcą widzieć w nim lwa) widzi się, że Szwecja jest przede wszystkim dłuższa niż szersza, ale jak wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że długość Szwecji od Kiruny do Malmo jest mniej więcej taka sama jak odległość z Malmo do Rzymu? To oznacza, że jeśli się nie mieszka w Malmo, Goeteborgu lub Sztokholmie to człek może co dzień opowiadać sobie bajkę: za siedmioma morzami, za siedmioma górami, za siedmioma lasami…żyła sobie czarownica. Pewnego ranka czarownica wyszła przed swą chatę, rozejrzała się wokół i zawołała „O, kurwa! Jak ja mam wszędzie daleko!”
 Nie dość że daleko, to jeszcze z ch… byle jakim połączeniem – mogłoby tej czarownicy odpowiedzieć echo z gór. Bo wyjechać ze Szwecji nie jest łatwo.
Można promem. Z Ystad do Świnoujścia lub z Karlskrony do Gdyni. Lub samolotem PLL Lot ze Sztokholmu do Warszawy. Tym, co mają za daleko pozostają jedynie tanie linie lotnicze. Stop. Nie liczba mnoga. Pozostaje jedynie  jedyna tania linia lotnicza czyli Różowa landrynka. Niestety tania jest tylko z nazwy.
Po zamknięciu przelotów na trasie Goeteborg – Gdańsk tania linia lotnicza cenowo zbliżyła się do nietaniego SASu. Oczywiście jak zaczynamy bukować bilet to widzimy cenę zachęcającą. Na przykład  99 kr za lot albo 39 zł. Tylko że w trakcie kolejnych kroków cena się podnosi. Kiedy ostatnio kupowałam bilet dla Młodego jedną ze składowych ceny końcowej była „opłata za usługę”. Znaczy za co – za to że mi sprzedadzą bilet ? Ciekawe jakby się poczuł pan prezes  jakby mu w sklepie pani do ceny za chleb doliczyła opłatę za usługę…
Ale wszak ta „tania” lania dba o swych klientów. Zwłaszcza o zapewnienie im atrakcji. Młody ostatnio załapał się na atrakcję pt. Terminal. Tak, tak, nazwa nie przypadkowa. Klienci mogli na własnej skórze przekonać się jak się mieszka na lotnisku Skavsta. Zapewne tylko z powodu trudności organizacyjnych (niezadowolenia obsługi lotniska) spowodowało ograniczenie atrakcji do marnych 20 godzin.
Nie, pogoda popsuła się na szczęście dopiero nazajutrz. Młody już wtedy wylądował w Gdańsku. Powodem atrakcji było to…iż pilotom się skończył czas pracy. Poprzednia taka wycieczka miała miejsce około miesiąca temu, klienci mieli wtedy okazję zapoznać się z nocnym życiem lotniska w Save w Goteborgu. Załapali się na nią rodzice naszej koleżanki.
Oczywiście złożyłam reklamację…
Ale o tym może w następnym odcinku.

 
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s