9 lutego

Każdy ma zapewne …

Każdy ma zapewne czynność, której nie znosi, a którą musi wykonywać. Bo posiadanie rodziny czy wykonywanie zawodu z tą czynnością jest nierozerwalnie związane. Bo nikt inny tego nie zrobi, a wpojone przez matkę i ojca poczucie odpowiedzialności nie pozwoli na zaniechanie. Bo lubi się gdy TO jest zrobione, niezależnie od tego jak bardzo nie lubi się tego robić. Tylko myśl o tym, że TO będzie się wykonywać przez jeszcze ileś lat, czasem sprawia, że się dochodzi do wniosków granicznych.
Moją piętą achillesową, moim memento i syzyfową pracą jest gotowanie. Gotowanie codzienne, obiadowe, dla sporej (moim, oczywiście zdaniem) rodziny. Obieranie ziemniaków jest paskudne, ale krojenie mięsa jest obrzydliwe. A już obrabianie kurczaka – to walka z falami mdłości. A ludzie się dziwią, że mięso jadam najchętniej w postaci plasterkowej wędliny a propozycja kupna ćwiartki świniaka powoduje gwałtowną pracę ślinianek, która zwykle poprzedza u mnie wymioty.
Niestety – tak się składa, że nikt nie może mnie zastąpić w codziennym obowiązku gotowania obiadów. A to z racji chadzania do pracy (Mąż i POSynek)  albo z racji braku wpojonych umiejętności (Synek i Córeczka) albo – nieodpowiedniego wieku(Zuzia).
Kiedy człek wykonuje pracę, której nie lubi ma przynajmniej marzenia o zasłużonej emeryturze. Ja niestety takiej perspektywy nie mam. Stara i mocno zniedołężniała – będę musiała co dzień sterczeć w kuchni by przygotować posiłek choćby dla starego i zniedołężniałego męża. No i dla siebie.
Czasem myślę, że jak po śmierci pójdę do piekła, to to piekło będzie w kuchni, w której czas zatrzymał się na porze obiadowej…
I zastanawiam się czasem : czy moja nienawiść do kuchni wynika z braku umiejętności (nigdy nie wiem czego brak danej potrawie – soli, kwasu, pieprzu, choć wiem, jaki smak ma osiągnąć) czy też brak umiejętności wynika z niechęci.
To może brzmi śmiesznie, ale czasem bywa dramatycznie – gdy gotując kolejny obiad nachodzą mnie myśli typu "rzucę, wyjadę, zaszyję się tak, by mnie nikt nie znalazł i wtedy będę gotować tylko jak będę miała na to chęć".
Na szczęście – udało mi się nauczyć rodzinę, że obiad owszem, mogę zrobić, ale li i jedynie. Nie wolno oczekiwać ode mnie przygotowywania śniadań, kolacji i podwieczorków. Zadanie pytania "zrobisz mi kanapkę?" może być niebezpieczne dla życia lub zdrowia. Jedyne co mogę zrobić by dołożyć swą rękę do cudzego nie-obiedniego posiłku to pstryknięcie czajnika gdy jestem w pobliżu, lub włożenie do garnuszka kilku jajek więcej.
Nauczyłam też rodzinę, że jak pracuję o obiad muszą zatroszczyć się wszyscy. Czyli nie ma tak, że wracam z roboty i rzucam się do garów a reszta siedzi i czeka. Ale też i obiady wtedy polegają na usmażeniu ryby w panierce, tudzież ugotowania makaronu i rozrobieniu sosu z torebki.
I zaczynam podejrzewać, że moja marzenie o pracy to chęć uwolnienia się od jarzma a nie ambicje zawodowe czy chęć zarobienia na godną emeryturę.
A tak.
Owszem. Piekę sławetny jabłecznik. Li i jedynie. I tylko dlatego, że sama lubię. I nigdy na czyjeś żądanie.

A wy ? Jakich codziennych czynności nie lubicie i co gotowi jesteście zrobić by się od nich uwolnić ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s